XXXV Zjazd Nadzwyczajny ZHP - już po - podsumowanie

sikor
Stały bywalec
Posty: 3461
Rejestracja: 13 sty 2004, 17:56
imię i nazwisko: Janusz Sikorski
stopień instruktorski: hm
stopień harcerski: HR
Lokalizacja: Polska
Hufiec: Ziemi Tyskiej
Chorągiew: Śląska
organizacja: ZHP
Kontakt:

Post autor: sikor » 11 wrz 2007, 14:24

A i przepraszam, ale muszę to jeszcze dopisać... Jakoś jestem w stanie sobie wyobrazić Górka i Rafała Bednarczyka pracujących razem nad raportem opisującym jak jest rozwiązane to czy tamto w innych oranizacjach (hehehe, może by sie pilnowali coby zaden z nich nie przemilczał rozwiązań akurat jemu nie pasujących - bo człowiek robi czasem pewne rzeczy nieświadomi i momo woli ;) )
hm. Janusz Sikorski HR
Redaktor Naczelny czasopisma "Harcerz Rzeczypospolitej"
lesni.pl hr.bci.pl
Przewodniczący ŚKPW

19kldh
Stały bywalec
Posty: 3888
Rejestracja: 27 maja 2002, 09:19
imię i nazwisko: Czesław Przybytek
stopień instruktorski: hm
stopień harcerski: HR
Hufiec: Kraków-Krowodrza
Chorągiew: Krakowska
organizacja: ZHP
Kontakt:

Post autor: 19kldh » 11 wrz 2007, 14:40

Maciek P pisze:Ja jestem bardziej za małymi hufcami. W tym modelu miejsce chorągwi zajmą hufce, a miejsce hufców szczepy. W praktyce niewiele się zmieni, poza tym, że będzie więcej baronów. :/
Tylko wtedy gdy szczepom dasz uprawnienia hufców. No i wtedy gdy będą to "szczepy".
hm. Czesław Przybytek HR
http://19kldh.pl
tel. 519-160-185

Maciek P
Stały bywalec
Posty: 3472
Rejestracja: 03 mar 2007, 15:55
Lokalizacja: Inspektorat HSG/HSRD
Hufiec:
Chorągiew:

Post autor: Maciek P » 11 wrz 2007, 14:43

dominik jan domin pisze:
Vandrey pisze:A co do kontaktow z choragwia to IMHO bardzo dobrze sie stalo. Nie chcemy przeciez zeby GK oddalała się od chorągwi czyli tym samym od naszych drużyn i szeregowych członków. Konflikt z komendantami musi być zakonczony i szczerze mowiac wole cos takiego niz wielkie rewolucje, spadajace glowy i likwidacje choragwi (wybacz druhu Sikor)
Andrzeju, a ja tu stanę oporem i to mocno. Oddalanie się od "chorągwi" to de facto oddalanie się od WŁADZ chorągwi, a IMHO przybliżanie się własnie do druzyn.
Oddalać można się w różne, co najmniej dwie strony. Zasada: im dalej od chorągwi, tym bliżej drużyn jest fałszywa. Może być bowiem tak, że każdy z poziomów zacznie żyć własnym życiem. Wtedy gieka wcale nie będzie blisko drużyn, a oddalać się będzie od chorągwi.
Mi tam zależy bardziej na druzynach niż na władzach w chorągwi. W ogóle nie widze korzyści pośredników między GK a hufcami na szczeblu wojewódzkim.
Już było wspomniane, więc tylko powtórzę, władze takiej np. Warszawy nie będą rozmawiały z kilkunastoma komendantami hufców (a nawet i z pięcioma). Będą wolały rozmawiać z jednym ich przedstawicielem.
Wojewoda Podkarpacki nie będzie rozmawiał z dziesięcioma komendantami hufców, tylko z jednym ich przedstawicielem (nie wyobrażam sobie zresztą sytuacji, że komendant hufca bieszczadzkiego jeździ codziennie na spotkania w Rzeszowie poświęcone np. udziałowi harcerzy w Białej Służbie.

Choćby w kwestii kontaktów poza organizacyjnych na szczeblu województwa potrzebny jest ktoś, kto to realizuje. Dla mnie nie ma znaczenia, czy ten ktoś będzie nazywał się namiestnikiem Naczelnika, przewodniczącym federacji hufców, czy komendantem chorągwi.

Istota nie w nazwach, a w zadaniach. Chorągiew powinna realizować te zadania i wyłącznie te zadania, których nie mogą realizować hufce choćby ze względu na wielkość.

Czesław wskazał na jedno zadanie: bycie okręgiem wyborczym.
Ktoś, nie pamiętam kto, drugie: reprezentacja ZHP na szczeblu wojewódzkim.
Ja dodam ze swojego podwórka: wsparcie programowe drużyn specjalnościowych, dla których hufiec jest zbyt niskim szczeblem (w jednym hufcu jest maks 1-3 drużyn jednej specjalności), a dla mnie wspieranie wszystkich 40 kilku drużyn w Polsce jest niewykonalne. Dlatego mam przedstawicieli na szczeblu pośrednim.
Do tego czwarty: wspieranie szkoleń.

Ale podkreślę z całą mocą: szczebel wojewódzki musi mieć charakter pomocniczy, a nie podstawowy.
Maciej Pietraszczyk 503-664-824
hsg@zhp.pl; maciej.pietraszczyk@strazgraniczna.pl

Nad sruby korouhev zavlála, to v¹ak neznaèí, ¾e je tam sláva,
v¹em vìrným poka¾dé nesmírnou sílu a jednotu dává,
ve znaku kalich, v kalichu víra, jen pravda vítìzí, v pravdì je síla.

Maciek P
Stały bywalec
Posty: 3472
Rejestracja: 03 mar 2007, 15:55
Lokalizacja: Inspektorat HSG/HSRD
Hufiec:
Chorągiew:

Post autor: Maciek P » 11 wrz 2007, 14:46

19kldh pisze:
Maciek P pisze:Ja jestem bardziej za małymi hufcami. W tym modelu miejsce chorągwi zajmą hufce, a miejsce hufców szczepy. W praktyce niewiele się zmieni, poza tym, że będzie więcej baronów. :/
Tylko wtedy gdy szczepom dasz uprawnienia hufców. No i wtedy gdy będą to "szczepy".
Nie wierzę w to, że w jakimś momencie taka sytuacja nie nastąpi. :/ Prawo Murphiego: jak coś może pójść źle, to pójdzie. :/

System dobry, to system kretynoodporny. :>
Ostatnio zmieniony 11 wrz 2007, 14:46 przez Maciek P, łącznie zmieniany 1 raz.
Maciej Pietraszczyk 503-664-824
hsg@zhp.pl; maciej.pietraszczyk@strazgraniczna.pl

Nad sruby korouhev zavlála, to v¹ak neznaèí, ¾e je tam sláva,
v¹em vìrným poka¾dé nesmírnou sílu a jednotu dává,
ve znaku kalich, v kalichu víra, jen pravda vítìzí, v pravdì je síla.

dominik jan domin
Stały bywalec
Posty: 1640
Rejestracja: 23 wrz 2004, 16:47
Lokalizacja: Klerycki Krąg Harcerski WICEK
Hufiec:
Chorągiew:
Kontakt:

Post autor: dominik jan domin » 11 wrz 2007, 15:11

Maciek P pisze:Ale podkreślę z całą mocą: szczebel wojewódzki musi mieć charakter pomocniczy, a nie podstawowy.
Otóż to. A na razie - ma charakter podstawowy. Wolę - z jednej strony przedstawiciela Naczlenika na jakiś obszar (i nie musi to być województwo), z drugiej - oddolnych wspólnot związanych konkretnymi potrzebami.
phm. Dominik Jan Domin HR

Klerycki Krąg Harcerski WICEK im. bł. ks. phm. Stefana Wincentego Frelichowskiego
Hufiec ZHP Toruń

Maciek P
Stały bywalec
Posty: 3472
Rejestracja: 03 mar 2007, 15:55
Lokalizacja: Inspektorat HSG/HSRD
Hufiec:
Chorągiew:

Post autor: Maciek P » 11 wrz 2007, 15:17

dominik jan domin pisze:
Maciek P pisze:Ale podkreślę z całą mocą: szczebel wojewódzki musi mieć charakter pomocniczy, a nie podstawowy.
Otóż to. A na razie - ma charakter podstawowy. Wolę - z jednej strony przedstawiciela Naczlenika na jakiś obszar (i nie musi to być województwo), z drugiej - oddolnych wspólnot związanych konkretnymi potrzebami.
Zgoda. I myślę, że w powiązaniu tych dwóch podejść trzeba szukać rozwiązania.

I będę złośliwy: taką formę miała przedwojenna chorągiew. :D

Przetestowaliśmy to w ZHP-1918 i zdało egzamin. :)
Maciej Pietraszczyk 503-664-824
hsg@zhp.pl; maciej.pietraszczyk@strazgraniczna.pl

Nad sruby korouhev zavlála, to v¹ak neznaèí, ¾e je tam sláva,
v¹em vìrným poka¾dé nesmírnou sílu a jednotu dává,
ve znaku kalich, v kalichu víra, jen pravda vítìzí, v pravdì je síla.

degu
Nowicjusz
Posty: 5
Rejestracja: 13 lut 2005, 19:47
Hufiec:
Chorągiew:

Post autor: degu » 11 wrz 2007, 15:23

SW pisze:Oto fragment opinii o Jambo:

"Na początku musze napisać że Jamboree samo w sobie było wspaniałe. Musze powiedzieć że były tez sytuacje miłe i zaskakujące. Musze także podkreślić, że będzię to mój subiektywny pogląd, ale również zdaje sobie sprawę, że znalazłoby się kilka osób które stwierdziłyby to samo.
Zacznę od chust które dostaliśmy w momencie przyjazdu dopiero komendy tzn. po 3 dniach bytowania na zlocie tak samo plakietkę i resztę wyprawki (swoją drogą którą dostawaliśmy prawie przez całe jamboree- najpierw chusta na następny dzień koszulkę itp. – wyprawka to jest była jakaś żenada. Koszulka która w ogóle nie była jamborowa tylko osmarowana reklamami np. www.wp.pl, kapelusz tvp polonia termos 2 plakietki – jedna rzekomo na wymianę kapelusz i kubek metalowy oraz plecak. Musze tutaj dodać, że zabrakło dla części dzieci wyprawki.
Nasz namiot narodowy ruszył z dwudniowym opóźnieniem, nie było żadnego bajeru ZHP – tylko tvp polonia, nie mówiąc że nie było żadnej ulotki promującej ZHP tylko ulotki różnych miast- my potrafimy się sprzedaćJ
Podróż- podróżowaliśmy autokarami częściowo rejsowymi. Niektórzy mieli JEDNODNIOWE opóźnienie w powrocie do domu.
Finanse – to my mieliśmy wszystko zapłacone – część chorągwi była na kredyt.
A komendant na apelu dostał stopień HR od przewodniczącego ZHR – żenada
To jest kilka takich wpadek móbym opowiadać dłużej i dłużej ale szkoda mi słów."
Choć to nie miejsce na ten temat, ale nie mogę tak zostawić tego, co zacytowal dh Waś o Jamboree. Z cytowanej wypowiedzi sądzę, że pisała to osoba z IST (członkowie tego zespołu byli na terenie jambo wcześniej niż uczestnicy, którzy dojechali trzy dni później)
1. Chusty
Zgadza się, chusty IST dostało dopiero kiedy komenda dojechała na jambo i zaczęła rozładowywać jamborowy magazyn (do magazynu dojechały wszystkie nasze rzeczy, które z Polski wyjechały trzema samochodami ciężarowymi - wyprawki też tam były w kilkudziesięciu chyba kartonach). Dlaczego komenda dojechała trzy dni po IST? Te trzy dni spędziliśmy na bazach skautowych pod Londynem, organizując dla uczestników zwiedzanie Londynu. Gdyby ktoś myślał, że świetnie się bawiliśmy zwiedzając Londyn, to się bardzo myli - przez te dni zajmowaliśmy się organizacją wyżywienia (zakupy, dowożenie do trzech baz) i transportu do Londynu (przejazdy metrem - zakup w sumie ponad 2 000 biletow i zamawianie dodatkowych wagonów kolejki dojazdowej, wynajem autokarów). Na każdej z baz było ponad 200 osób, mielismy tylko dwa samochody osobowe, a nas w komendzie było zdecydowanie za mało (to zresztą główna uwaga przy organizacji kontyngentu).
2. Koszulka, plakietka i reszta wyprawki
O koszulce pisał już wcześniej jeden z członków IST, więc nie będę się powtarzać. Nie rozumiem dlaczego jedna z plakietek rzekomo na wymianę? Ona była na wymianę - nie tylko rzekomo. Zgadza się, że nie wszyscy uczestnicy dostali kompletną wyprawkę - zabrakło plecaczków (dwa kartoy, ok 150szt), które nie zmieściły się do samochodów ze sprzętem, a które dojechały do Anglii kilka dni później. Niestety, zostały wypakowane na "Zawiszy", a załoga zorientowała się, że ma coś jamborowego już po odjeździe autokaru... Pewnie ktoś zapyta - mieliście samochód to dlaczego nikt po to nie mógł pojechać? Niestety, nie mógł. 3 sierpnia nasza komenda się zmniejszyła, a ilość spraw na terenie jamboree nie pozwalała na kilkugodzinny wyjazd.
Plecaczki wróciły do Polski i zgodnie z naszą umową, drużyny które ich nie otrzymały, otrzymaja je na spotkaniu podsumowującym jamboree, w październiku.
Jeśli wyprawka była taka żenująca, to dlaczego jej elementy szybko znajdowały chętnych do wymiany? Warto też dodać, że inne kontyngenty narodowe kupowały swoje wyprawki, a nie otrzymywały.
Wyprawka była wydawana kilka dni - miejsce na kartony z jej elementami w namiocie narodowym było ograniczone, a jak już pisałam wcześniej tych kartonów było kilkadziesiąt. Już do końca jamboree będzie mi się kojarzyło z górą kartonów, która ciągle była - nawet moi znajomi skauci nie mieli problemu, żeby mnie odnaleźć - większość czasu spędziłam (nie tylko ja, była też 'druhna wyprawka') licząc koszulki, wydając kapelusiki...
3. Namiot narodowy
Namiot narodowy nie ruszył z opóźnieniem - ruszył od pierwszego dnia zajęć, tak jak było to wymagane. Fakt, na początku nie było od razu wszystkiego - dlaczego - to częściowo napisałam wcześniej.
Nie było logo ZHP - zgadza się. Nie zostało nam wypożyczone z GK, mimo wcześniejszych ustaleń i umów (ustnych). To samo jeśli chodzi o ulotki i informatory - mieliśmy takowe otrzymać z GK, ale niestety okazało się na kilka dni przed wyjazdem, że jednak tego nie mamy.
Logo ZHP i Krzyż przywiozła dh Naczelniczka, 2 sierpnia, po południu. Po południu, czyli już pod koniec Dnia Polskiego. Otrzymaliśmy też ulotki o Wincentym Frelichowskim (w języku angielskim i niemieckim) oraz ulotki informacyjne o zlocie w Krakowie (w języku angielskim). Ulotki informacyjne o ZHP (w języku angielskim) mieliśmy w niewielkiej ilości (ze starych zapasaów 'na wszelki wypadek') i rozdawaliśmy tym, którzy o nie poprosili. Rozdawaliśmy krówki, które były 'for free' (co budziło zdziwienie i niedowierzanie).
4. Autokary
Podróżowaliśmy autokarami częściowo rejsowymi. Niektórzy mieli nawet dwudniowe opóźnienia w powrocie do kraju. Na to jednak nie mieliśmy wpływu - problemy z opóźnieniami w powrocie z Jambo wynikały z opóżnień w wyjazdach z terenu jamboree. Organizatorzy jambo zapewniali dojazd z jambo na miejsce wyjazdu i tu się trochę przeliczyli. Prawdopodobnie nie do końca poradzili sobie z tym tematem, w połowie wyjazdów okazało się, że zabrakło autokarów, później że skończył się czas pracy kierowców. Niektóre drużyny czekały 11 godzin na wyjazd z jambo, w końcu wyjechały - w drużynie, która czekała najdłużej była obecna dh Naczelniczka. To był pierwszy dzień wyjazdu, drugi dzień przeszedł sprawniej, nasi harcerze i IST nie czekali na wyjazd, dotarli na czas do Londynu. W wyniku wcześniejszych 'przygód' drugiego dnia w zespole organizujacym wyjazd i pakującym drużyny do autokarów znalazł się nawet jeden z szefów jambo.
W związku z opóznieniami w wyjeździe z jambo, opóźniły się też nasze autokary (które czekały na harcerzy) z Londynu. I to był ten moment, w którym dziękowaliśmy za transport autokarowy - gdyby to były spóźnienia na samolot... (na samolot spóźnili się Argentyńczycy).
Dlaczego więc te czekające autokary nie pojechały po harcerzy na Jambo? Mogłyby, ale wtedy gdzieś w połowie Niemiec stanęłyby na parkingu, na 8 godzin przerwy (przepisy o czasie pracy kierowców). Niestety, ze względu na duże opóźnienie, jeden z autokatów miał taką dużą przerwę, ale zdążył dojechać na nią do Poznania. Nie udało nam się w tak zwanym międzyczasie załatwić do tego autokaru trzeciego kierowcy - okazuje się, że to bardzo rozchwytywany zawód. Jedna z reprezentacji miała dodatkowy pobyt w Londynie i wyjechała dopiero 10 sierpnia po południu.

Myślę, że wystarczająco rozszerzyłam cytowaną przez dh Wasia wypowiedź o Jamboree. To była tylko jedna strona podsumowania - ja dodałam drugą, o której nie wszyscy uczestnicy i IST musiało wiedzieć.

hm. Inga Rusin
czł. komendy kontyngentu

sikor
Stały bywalec
Posty: 3461
Rejestracja: 13 sty 2004, 17:56
imię i nazwisko: Janusz Sikorski
stopień instruktorski: hm
stopień harcerski: HR
Lokalizacja: Polska
Hufiec: Ziemi Tyskiej
Chorągiew: Śląska
organizacja: ZHP
Kontakt:

Post autor: sikor » 11 wrz 2007, 15:30

Maćku... Niestety ten przykład był nieadekwatny. Widzisz... dużo zależy od wielkości organizacji. O ile np. w ZHR-e chorągiew ma sens (bo jest za mało hufców) o tyle w ZHP już nie (bo jest wystarczająca ilośc hufców by chorągiew była niepotrzebna).
Jakieś służby pomocnicze w skali wojewódzkiej jako ZHP możemy mieć, to może być namiestnik czy jakiś koordynator, ale jak dla mnie najważniejsze by nie brał udziału (z tytułu zajmowanego stanowiska) w procesach wyboru władz. Żadnych zjazdów chorągwi, komend i komisji i innych "przetrwalnikowych" stanowisk. Jesteś w ZHP ? Prowadź drużynę lub inną p.j.o. (chyba że jesteś komendantem, wtedy nie musisz ale... oczywiście możesz) hehehe teraz ja do 1... przed wojną 97%instruktorów ZHP prowadziło p.j.o. ...
hm. Janusz Sikorski HR
Redaktor Naczelny czasopisma "Harcerz Rzeczypospolitej"
lesni.pl hr.bci.pl
Przewodniczący ŚKPW

19kldh
Stały bywalec
Posty: 3888
Rejestracja: 27 maja 2002, 09:19
imię i nazwisko: Czesław Przybytek
stopień instruktorski: hm
stopień harcerski: HR
Hufiec: Kraków-Krowodrza
Chorągiew: Krakowska
organizacja: ZHP
Kontakt:

Post autor: 19kldh » 11 wrz 2007, 15:32

Maciek P pisze:Już było wspomniane, więc tylko powtórzę, władze takiej np. Warszawy nie będą rozmawiały z kilkunastoma komendantami hufców (a nawet i z pięcioma). Będą wolały rozmawiać z jednym ich przedstawicielem.
Wojewoda Podkarpacki nie będzie rozmawiał z dziesięcioma komendantami hufców, tylko z jednym ich przedstawicielem (nie wyobrażam sobie zresztą sytuacji, że komendant hufca bieszczadzkiego jeździ codziennie na spotkania w Rzeszowie poświęcone np. udziałowi harcerzy w Białej Służbie.

Choćby w kwestii kontaktów poza organizacyjnych na szczeblu województwa potrzebny jest ktoś, kto to realizuje. Dla mnie nie ma znaczenia, czy ten ktoś będzie nazywał się namiestnikiem Naczelnika, przewodniczącym federacji hufców, czy komendantem chorągwi.

Istota nie w nazwach, a w zadaniach. Chorągiew powinna realizować te zadania i wyłącznie te zadania, których nie mogą realizować hufce choćby ze względu na wielkość.

Czesław wskazał na jedno zadanie: bycie okręgiem wyborczym.
Ktoś, nie pamiętam kto, drugie: reprezentacja ZHP na szczeblu wojewódzkim.
Ja dodam ze swojego podwórka: wsparcie programowe drużyn specjalnościowych, dla których hufiec jest zbyt niskim szczeblem (w jednym hufcu jest maks 1-3 drużyn jednej specjalności), a dla mnie wspieranie wszystkich 40 kilku drużyn w Polsce jest niewykonalne. Dlatego mam przedstawicieli na szczeblu pośrednim.
Do tego czwarty: wspieranie szkoleń.

Ale podkreślę z całą mocą: szczebel wojewódzki musi mieć charakter pomocniczy, a nie podstawowy.
Koncentrujesz się na strukturach "gospodarczych". One mogą mieć właściwość terytorialną kompatybilną ze strukturami państwowymi i samorządowymi.
I tyle.

A co "rozmawiania z władzami" to przed wojną w Krakowie istniała Komenda Hufców Krakowskich o ścisle okreslonych (ograniczonych) uprawnieniach przedstawicielskich. A powstała tylko dlatego chciały tego same hufce.
A nie przymusowo jak w przypadku obecnych chrągwi.
hm. Czesław Przybytek HR
http://19kldh.pl
tel. 519-160-185

Maciek P
Stały bywalec
Posty: 3472
Rejestracja: 03 mar 2007, 15:55
Lokalizacja: Inspektorat HSG/HSRD
Hufiec:
Chorągiew:

Post autor: Maciek P » 11 wrz 2007, 15:56

sikor pisze:Maćku... Niestety ten przykład był nieadekwatny. Widzisz... dużo zależy od wielkości organizacji. O ile np. w ZHR-e chorągiew ma sens (bo jest za mało hufców) o tyle w ZHP już nie (bo jest wystarczająca ilośc hufców by chorągiew była niepotrzebna).
Jakieś służby pomocnicze w skali wojewódzkiej jako ZHP możemy mieć, to może być namiestnik czy jakiś koordynator, ale jak dla mnie najważniejsze by nie brał udziału (z tytułu zajmowanego stanowiska) w procesach wyboru władz. Żadnych zjazdów chorągwi, komend i komisji i innych "przetrwalnikowych" stanowisk. Jesteś w ZHP ? Prowadź drużynę lub inną p.j.o. (chyba że jesteś komendantem, wtedy nie musisz ale... oczywiście możesz) hehehe teraz ja do 1... przed wojną 97%instruktorów ZHP prowadziło p.j.o. ...
:)
Taki sam system istniał w ZHP przed wojną (dąży do 1) przy 300 tysięcznej liczebności i hufcach w ilości 300.000/12*20
Więc argument o liczebności pada.

Poza tym, właśnie przy małej ilości hufców chorągwie są zbędne. Podobnie, jak zbędny jest hufiec w organizacji liczącej 20 drużyn. Mnożenie struktur wiąże się ze wzrostem liczebności, a nie odwrotnie.

Namiestnik, koordynator, komendant chorągwi, to tylko nazwy. Ważne, jakie kompetencje i obowiązki stoją za nimi. Zgadzam się, że z faktu piastowania funkcji (nawet naczelnika) nie powinien wynikać obligatoryjny udział w procesach wyboru władz.
Co do zjazdów chorągwi, to... chciałbym jednak mieć wpływ na to, kto jest namiestnikiem/koordynatorem/komendantem chorągwi (nazwa, to tylko etykieta).

Co do reszty, to pełna zgoda. Jedynie nie wylejmy dziecka z kąpielą.
Maciej Pietraszczyk 503-664-824
hsg@zhp.pl; maciej.pietraszczyk@strazgraniczna.pl

Nad sruby korouhev zavlála, to v¹ak neznaèí, ¾e je tam sláva,
v¹em vìrným poka¾dé nesmírnou sílu a jednotu dává,
ve znaku kalich, v kalichu víra, jen pravda vítìzí, v pravdì je síla.

Maciek P
Stały bywalec
Posty: 3472
Rejestracja: 03 mar 2007, 15:55
Lokalizacja: Inspektorat HSG/HSRD
Hufiec:
Chorągiew:

Post autor: Maciek P » 11 wrz 2007, 16:01

19kldh pisze:
Maciek P pisze:Już było wspomniane, więc tylko powtórzę, władze takiej np. Warszawy nie będą rozmawiały z kilkunastoma komendantami hufców (a nawet i z pięcioma). Będą wolały rozmawiać z jednym ich przedstawicielem.
Wojewoda Podkarpacki nie będzie rozmawiał z dziesięcioma komendantami hufców, tylko z jednym ich przedstawicielem (nie wyobrażam sobie zresztą sytuacji, że komendant hufca bieszczadzkiego jeździ codziennie na spotkania w Rzeszowie poświęcone np. udziałowi harcerzy w Białej Służbie.

Choćby w kwestii kontaktów poza organizacyjnych na szczeblu województwa potrzebny jest ktoś, kto to realizuje. Dla mnie nie ma znaczenia, czy ten ktoś będzie nazywał się namiestnikiem Naczelnika, przewodniczącym federacji hufców, czy komendantem chorągwi.

Istota nie w nazwach, a w zadaniach. Chorągiew powinna realizować te zadania i wyłącznie te zadania, których nie mogą realizować hufce choćby ze względu na wielkość.

Czesław wskazał na jedno zadanie: bycie okręgiem wyborczym.
Ktoś, nie pamiętam kto, drugie: reprezentacja ZHP na szczeblu wojewódzkim.
Ja dodam ze swojego podwórka: wsparcie programowe drużyn specjalnościowych, dla których hufiec jest zbyt niskim szczeblem (w jednym hufcu jest maks 1-3 drużyn jednej specjalności), a dla mnie wspieranie wszystkich 40 kilku drużyn w Polsce jest niewykonalne. Dlatego mam przedstawicieli na szczeblu pośrednim.
Do tego czwarty: wspieranie szkoleń.

Ale podkreślę z całą mocą: szczebel wojewódzki musi mieć charakter pomocniczy, a nie podstawowy.
Koncentrujesz się na strukturach "gospodarczych". One mogą mieć właściwość terytorialną kompatybilną ze strukturami państwowymi i samorządowymi.
I tyle.
Biała Służba nie jest elementem struktury gospodarczej :D

Problem w tym, że cały czas jak pies wokół ogona kręcimy się wokół obecnej - chorej - formuły chorągwi. I tu zgadzam się: chorągiew w obecnej formie jest do likwidacji.

Ale jestem zdania, że musimy uważać, by przy okazji nie wylać dziecka z kąpielą. I myślę, że to, co napisał Dominik:
Wolę - z jednej strony przedstawiciela Naczlenika na jakiś obszar (i nie musi to być województwo), z drugiej - oddolnych wspólnot związanych konkretnymi potrzebami.
Skrzyżowanie tych dwóch rzeczy jest rozwiązaniem.
A co "rozmawiania z władzami" to przed wojną w Krakowie istniała Komenda Hufców Krakowskich o ścisle okreslonych (ograniczonych) uprawnieniach przedstawicielskich. A powstała tylko dlatego chciały tego same hufce.
A nie przymusowo jak w przypadku obecnych chrągwi.
I czym różniła się ona od ówczesnych chorągwi, poza nazwą?
Maciej Pietraszczyk 503-664-824
hsg@zhp.pl; maciej.pietraszczyk@strazgraniczna.pl

Nad sruby korouhev zavlála, to v¹ak neznaèí, ¾e je tam sláva,
v¹em vìrným poka¾dé nesmírnou sílu a jednotu dává,
ve znaku kalich, v kalichu víra, jen pravda vítìzí, v pravdì je síla.

sikor
Stały bywalec
Posty: 3461
Rejestracja: 13 sty 2004, 17:56
imię i nazwisko: Janusz Sikorski
stopień instruktorski: hm
stopień harcerski: HR
Lokalizacja: Polska
Hufiec: Ziemi Tyskiej
Chorągiew: Śląska
organizacja: ZHP
Kontakt:

Post autor: sikor » 11 wrz 2007, 16:38

Maciek P pisze:Taki sam system istniał w ZHP przed wojną (dąży do 1) przy 300 tysięcznej liczebności i hufcach w ilości 300.000/12*20
Więc argument o liczebności pada.
Przed wojna nie było takich możliwości podróżowania... no i nie było komputerów, komórek, netu... :p
Maciek P pisze:Poza tym, właśnie przy małej ilości hufców chorągwie są zbędne. Podobnie, jak zbędny jest hufiec w organizacji liczącej 20 drużyn. Mnożenie struktur wiąże się ze wzrostem liczebności, a nie odwrotnie.
Ależ tak. Mała liczebnie organizacja nie ma dość drużyn by tworzyc hufce miejskie... więc wtedy potrzebna jest struktura wojewódzka, tak by druzynowy nie jechał 300 km do centrali. Jeśli drużyn jest doś potrzebne stają się struktury miejskie czyli hufca a chorągwie przestaja byc potrzebne... no chyba że będzie nas tak ze 2 mln... :)
Maciek P pisze:Namiestnik, koordynator, komendant chorągwi, to tylko nazwy. Ważne, jakie kompetencje i obowiązki stoją za nimi. Zgadzam się, że z faktu piastowania funkcji (nawet naczelnika) nie powinien wynikać obligatoryjny udział w procesach wyboru władz.
Co do zjazdów chorągwi, to... chciałbym jednak mieć wpływ na to, kto jest namiestnikiem/koordynatorem/komendantem chorągwi (nazwa, to tylko etykieta).
A ja tego nie potrzebuję. Chcę by co sie da załatwiać w hufcu czyli u siebie i tu muszę mieć wpływ. Chcę również mieć wpływ na to w jakim kierunku podąża moja organizacja (a więc RN i GK) a województwo interesuje mnie tak srednio, rzekłbym wcale. Majątek ma byc zarządzany dobrze i za to odpowiada Naczelnik i Skarbnik i kogo do tego wyznaczą to Ich sprawa. Jeśli widzę że coś jest nie tak to zgłaszam do CKR-u. Badaja i jeśli było źle to namiestnik spada... Jeśli jest potrzeba powołania ZKK bo w hufcu jest nie dośc ludzi do tego albo chcemy przepływu informacji z innych hufców to komendanci hufców kontaktują ze sobą szefów HZKK i tworzy sie zespół miedzyhufcowy (ot projekt albo inna forma) i nie trzeba w zadnym z tych miejsc Komedanta, komendy wraz z całym mnóstwem instruktorów "robiących baaardzo ważne rzeczy" . Specjalności mogą działąć analogicznie do zespołu KK i właściwie nie ma problemu by łączyc to inaczej niż przebiegają granice województw....
hm. Janusz Sikorski HR
Redaktor Naczelny czasopisma "Harcerz Rzeczypospolitej"
lesni.pl hr.bci.pl
Przewodniczący ŚKPW

majcin
Użytkownik
Posty: 82
Rejestracja: 22 lip 2004, 12:10
Hufiec:
Chorągiew:

Post autor: majcin » 11 wrz 2007, 17:07

Vandrey pisze:Pewien rejon powinien mieć swojego przedstawiciela, który reprezentowałby związek na szczeblu województwa. Myślę, że powinien być zespół zajmujący się majątkiem jako że chorągwie mają teraz osobowość prawną (nic nie kręce?). Powinien też być jakiś zespół odpowiedzialny za kształcenie. A to już właściwie jest chorągiew. Moim zdaniem to potrzebne.
a może inaczej
hufce posiadające osobowość prawną, tworzą związki wtedy, gdy jet to potrzebne, np. hufce działające na obszarze jednego miasta
GK przyznaje "licencje" na hufiec środowisku harcerskiemu, które spełnia określone kryteria
szkolenia prowadzą zespoły instruktorskie zwane np. "szkołami Instruktorskimi", posiadające odpowiednie licencje wydawane przez GK.

Każdy hufiec pracuje na własny rachunek, posiada własny majątek, sam rozlicza się Urzędem Skarbowym oraz dba o wyszkolenie kadry.
licencje GK wymuszają przestrzeganie ogólnych zasad obowiązujących w ZHP.

Proste?

Jak mój hufiec nie zapłaci ZUSu, to komornik sprzeda bazę mojego hufca
Jak sąsiedni hufiec nie zapłaci ZUSu, to będe im współczół, ale nikt nie będzie mi groziła strata hufcowego samochodu.

Marcin Wojtczak

ju87
Użytkownik
Posty: 135
Rejestracja: 19 kwie 2006, 21:36
Lokalizacja: 23. SDH "Prostowniki"
Hufiec:
Chorągiew:
Kontakt:

Post autor: ju87 » 11 wrz 2007, 18:54

majcin pisze:GK przyznaje "licencje" na hufiec środowisku harcerskiemu, które spełnia określone kryteria
szkolenia prowadzą zespoły instruktorskie zwane np. "szkołami Instruktorskimi", posiadające odpowiednie licencje wydawane przez GK.

Każdy hufiec pracuje na własny rachunek, posiada własny majątek, sam rozlicza się Urzędem Skarbowym oraz dba o wyszkolenie kadry.
licencje GK wymuszają przestrzeganie ogólnych zasad obowiązujących w ZHP.
Bardzo dobre.
Franchising w Związku, ale moim zdaniem bardzo dobre.
Czuwajcie!
hm. Jarosław Urbański
Hufiec ZHP Łowicz

Rafal
Stały bywalec
Posty: 1026
Rejestracja: 07 sty 2003, 16:47
Hufiec:
Chorągiew:
Kontakt:

Post autor: Rafal » 11 wrz 2007, 20:36

pm pisze:Drodzy,
2. Nowa GK reprezentuje bardzo wysoki poziom tzw. merytoryczny- to są ludzie, którzy osiągnęli sukcesy życiowe i zawodowe. Udaje im się. Harcerstwo to dla nich sposób na życie a nie na utrzymanie- to jest cenna nowa jakość. Polecam ich CV- warto porównać
Ja chętnie poczytam. Tylko nie wiem gdzie szukac tych CV. Masz jakąś stronę? Pytam bez żadnych podtekstów. Czysta ciekawość.

Naprawdę dla tej GK to nie sposób na utrzymanie? Dla wszystkich?

Rafał
Hufiec ZHP Radom - miasto
Centrum Wychowania Morskiego ZHP w Gdyni

Zablokowany
nowoczesne kuchnie warszawa

Wróć do „XXXV Zjazd Nadzwyczajny ZHP”