Po co drużyny obrone?

forum harcerskich drużyn obronnych
Maciek P
Stały bywalec
Posty: 3472
Rejestracja: 03 mar 2007, 15:55
Lokalizacja: Inspektorat HSG/HSRD
Hufiec:
Chorągiew:

Post autor: Maciek P » 30 gru 2008, 08:46

Makaron, mylisz się. Zgadzasz się ze mną w 100 procentach i znając organizację GROMu, w którym istnieją jednocześnie cztery specjalności, wiesz o tym dobrze. :P

Gwoli wyjaśnienia. Trzeba odróżnić dwie rzeczy:
a) drużyny specjalnościowe,
b) pracę ze specjalnościami w drużynach "zwykłych".

Obie formy są równoprawne, choć realizowane są inaczej. W przypadku drużyny specjalnościowej mówimy o tym, co jest u Makarona, czy u mnie: działanie drużyny podporządkowane jest jakiejś tematyce, poprzez którą odbywa się proces wychowawczy.
W przypadku pracy drużyny ze specjalnościami jest to, o czym napisał Sebastian, a co stosuje np. Sikor u siebie: każdy miesiąc co innego. Mamy ochotę na skoki, to skaczemy. Chcemy połazić po skałach, to łazimy. Chcemy popływać, to pływamy. I tyle.
Drużyna specjalnościowa może pracować równocześnie z innymi specjalnościami - czyli tak, jak opisał Makaron, a czego jednym z prekursorów byliśmy my.

Natomiast, Sebastianie, nie ma sensu dzielenia drużyn na te, które pracują ze specjalnościami i te, które tego nie robią, bo jak napisał Kuba Sieczko w zhp24, a ja w HaRze; nie ma harcerstwa bez specjalności. Program harcerski=specjalności. I nie ma tu znaczenia, czy w drużynie masz 30 specjalistów z różnych dziedzin, czy 5 zastępów specjalnościowych doskonalących się w 5 specjalnościach, czy też cała drużyna koncentruje się na jednej specjalności. To wszystko jest wykorzystanie specjalności w pracy programowej. Harcerz wychodzący do lasu zdobywać "Trzy pióra" już zajmuje się specjalnością puszczańską. Jego kolega zdobywający "Ratownika" już zajmuje się specjalnością ratowniczą. A trzeci zdobywający "Zwiadowcę" zahacza o specjalność obronną właśnie.

Nie rozumiemy się, bo patrzysz na specjalności utylitarnie, doszukując się ich przydatności w działaniu. Tymczasem utylitarność nie jest podstawowym zadaniem harcerstwa (tu powołam się na tekst hm Marka Gajdzińskiego "Służba społeczna, czy wychowanie?" z zethaerowskiej "Pobudki"). Podstawowym zadaniem (nie celem, tylko zadaniem :P) harcerstwa jest wychowanie. Działanie takie, czy inne jest środkiem do celu. To co robi HSR jest środkiem do celu, jakim jest wychowanek ukształtowany w sposób określony Prawem Harcerskim. To, co robi HSP, HSG i HSRD jest środkiem do celu, jakim jest wychowanek ukształtowany w sposób określony Prawem Harcerskim. To, co robią żeglarze jest środkiem do celu, jakim jest wychowanek ukształtowany w sposób określony Prawem Harcerskim.

To, co robią obronni jest środkiem do celu, jakim jest wychowanek ukształtowany w sposób określony Prawem Harcerskim.

Zasadą metody harcerskiej jest naturalność, czyli reagowanie na NATURALNE potrzeby i zainteresowania wychowanka. A jeśli wychowanka nie pasjonują wycieczki, nudzi udzielanie pierwszej pomocy i kompletnie nie kręci przestrzeganie jakichkolwiek zasad, to co? A teraz wyobraź sobie, że dokładnie to samo podsuniemy chłopakowi (bo obronne, to głównie chłopcy) pod pretekstem zabawy w wojsko. On nauczy się pierwszej pomocy dlatego, że tak robią żołnierze. On pozorując udzielanie pomocy rannemu w boju koledze nauczy się podstaw ratownictwa. Będzie poznawał las bawiąc się nie w Indian, tylko w komandosa. Czymś to się różni? Poza opakowaniem, niczym. Nauczy się szanować przyrodę i żyć zgodnie z naturą w formie obozu surwiwalowego, a nie puszczańskiego. I co? Coś stanie się złego?

To, że jakaś drużyna jest obronna, HSG, puszczańska, ratownicza, wodna i jakakolwiek inna, to wyłącznie opakowanie najzwyklejszego harcerstwa.

I na koniec o ilości specjalności. Uważam, że powinno być ich tyle, ilu potrzebują drużyny i drużynowi i żaden administracyjny zakaz, czy nakaz nie powinien ograniczać możliwości tworzenia i - niestety także - wymierania specjalności. To powinno być NATURALNE.
Maciej Pietraszczyk 503-664-824
hsg@zhp.pl; maciej.pietraszczyk@strazgraniczna.pl

Nad sruby korouhev zavlála, to v¹ak neznaèí, ¾e je tam sláva,
v¹em vìrným poka¾dé nesmírnou sílu a jednotu dává,
ve znaku kalich, v kalichu víra, jen pravda vítìzí, v pravdì je síla.

jeziorski
Użytkownik
Posty: 141
Rejestracja: 17 gru 2002, 20:53
Lokalizacja: hgr starowka
Hufiec:
Chorągiew:
Kontakt:

Post autor: jeziorski » 30 gru 2008, 12:36

Tylko problem jest taki, że ten system specjalności działa od lat i niestety jak wiemy ZHP zaczyna stawać się organizacją niszową. Możemy sobie mówić, że idziemy na jakość nie na ilość, ale o tym też było w ZHP24.
Więc może czas się zastanowić czy nie trzeba by zmieniać ZHP, a jeśli tak, to jak?

Nie zgodzę się z Tobą, że miesiąc to za mało, miesiąc to bardzo dużo czasu, jeśli się do tego dobrze przygotujesz. Jak wejdziesz na www.hsr.zhp.pl to znajdziesz program kursu podstaw pierwszej pomocy, rozpisanego na mniej niż 8 godzin, czyli 4x2h.
I kto powiedział, że co roku nie można robić czegoś z tego zakresu, tylko w nowej formie?
Pamiętaj, jak ktoś nie chce to szuka powodu, jak ktoś chce, to szuka sposobu.

Wypadki masowe, katastrofy, hmm, od kilku lat twierdze, że harcerze są leniwi w swoich pomysłach, jak słyszę, że na kursie była symulacja wypadku lotniczego to dostaje wysypki.
"Medycyna katastrof" to jeden z całkiem osobnych działów medycyny, bo zasady tam panujące są inne.
Z twojej działki, to tak jak z taktyką czerwoną, i tu też odniosę się do tego, że w obronnych uczy się przez pomaganie na polu walki. Inne zasady, nieprzydatne w normalnych zachowaniach. Prosty przykład, dopuszczenie do stosowania opaski zaciskowej, tam jest świetnym rozwiązaniem, można kupić specjalne opaski dla jednostek, tylko w warunkach cywilnych jest to niedopuszczalne.
Ale oczywiście, można robić np. ćwiczenia gdzie będzie to symulacja wypadku masowego, ja ostatnio robiłem coś takiego na pociągu, tylko trzeba sobie zdawać sprawę, że nie sprawdzi się wtedy dokładnie wiedzy z zakresu zwykłego udzielania pomocy, tylko inne aspekty.
A o praktycznej możliwości wykorzystania harcerzy w takich działaniach przemilczmy.

Dlatego też uważam, że potrzebne są silne i mądrze działające inspektoraty, bo w porównaniu z Wami, ja o obronie (tylko właśnie, co to jest, bo na studiach uczą mnie o terroryzmie, anatomii konfliktów itd., ale nie potrafię się odnaleźć ) nie mam pojęcia,
Po to są potrzebne silne i MĄDRE inspektoraty, by ktoś takiemu drużynowemu powiedziałby nie uczył harcerzy takich zachowań, jak to, co napisałem kilka postów temu. Albo by mu może powiedzieli, że jak prowadzi się zajęcia strzeleckie to ma strzelać do tarcz okrągłych, a nie takich z sylwetką ludzi, bo my wychowujemy, a nie uczymy młodych ludzi zabijania innych ludzi.

I tu jest moim zdaniem ogromne pole dla inspektoratów, przygotować tak program w specjalnościach, by drużynowy zgłosił do chorągwi, że w tym miesiącu chce pokazać drużynie specjalność żeglarską i jest to z nim robione.
I tu jest właśnie to, co powiedziałeś o kształceniu.
Tylko widzisz, ja mówię, że trzeba się zastanowić nad kształtem specjalności, Ty mówisz, o tym, że inspektorat (wole to niż drużyny) mógłby kształcić, ale z 2 strony twierdzisz, że specjalność jest, ma swoje miejsce, program itd. i nie muś nic zmieniać.
A i to, co ja wymieniłem to tylko luźno rzucone przykłady.
Maciek P pisze:Nie rozumiemy się, bo patrzysz na specjalności utylitarnie, doszukując się ich przydatności w działaniu. Tymczasem utylitarność nie jest podstawowym zadaniem harcerstwa (tu powołam się na tekst hm Marka Gajdzińskiego "Służba społeczna, czy wychowanie?" z zethaerowskiej "Pobudki"). Podstawowym zadaniem (nie celem, tylko zadaniem :P) harcerstwa jest wychowanie. Działanie takie, czy inne jest środkiem do celu. To co robi HSR jest środkiem do celu, jakim jest wychowanek ukształtowany w sposób określony Prawem Harcerskim. To, co robi HSP, HSG i HSRD jest środkiem do celu, jakim jest wychowanek ukształtowany w sposób określony Prawem Harcerskim. To, co robią żeglarze jest środkiem do celu, jakim jest wychowanek ukształtowany w sposób określony Prawem Harcerskim.
Jest coś takiego jak zasada brzytwy Ockhama „istnień nie należy mnożyć ponad potrzebę” lub inaczej „Bytów nie mnożyć, fikcji nie tworzyć, tłumaczyć fakty jak najprościej”, lub po łacinie, bo co po łacinie to brzmi mądrze: „Non sunt multiplicanda entia sine necessitate”
Bo może to być marnowanie dużego potencjału i energii. I właśnie, dlatego ja sobie zadaje pytanie, po co?

A co do drużyn specjalnościowych, a pracy ze specjalnością, problem w obecnym systemie jest taki. Mamy drużyny, które często szukają ludzi w szkołach itp. I przychodzi taki człowiek, mówi, że jest z drużyny ratowniczej i zaprasza na zbiórkę do ZHP. Wiadomo, jakie będzie podejście części ludzi i co pomyślą o ZHP, a kto najszybciej skorzysta z oferty? Osoba, która uzna, „OOOO, może to będzie moja pasja, sprawdzę się, to na pewno fajne zajęcie” czy może taki, co to uzna, że będzie biegał w czerwonym kombinezonie i ratował świat?

Czy nie lepiej zrobić to trochę inaczej, pokazywać różne specjalności, prowadzić ogólny rozwój. Bo potem za 30lat jak już Polska będzie potęgą kosmiczną, to my będziemy mogli się pochwalić, że nasz kosmonauta, który pierwszy lądował na Marsie, miał pod kombinezonem naszywkę swojej drużyny i przygasimy Amerykę z ich opowieścią o księżycu.
A tak już całkiem poważnie, jak taki harcerz ma rozwijać swoją pasję, jeśli my właściwie na wstępie karzemy mu wybrać. Jak on ma powiedzieć, jakie ma naturalne potrzeby?
A ja mówię, by w drużynie poznał specjalności, a potem, tak jak napisałeś, w klubie je rozwijał i dzięki temu, jak za rok znów przyjdzie miesiąc na kulturę, on, jako specjalista z tego zakresu pokaże innym, że to też można zrobić ciekawie.
Miałeś kiedyś zajęcia o polskiej kampanii wrześniowej, gdzie ktoś Ci opowiadał, jak to 2 żołnierzy znalazło w stodole stary samolot i na jego bazie stworzyło jednostkę lotniczą, a inni ukradli pociąg pancerny i przez 3 miesiące bronili się przed Niemcami? Ja miałem, 2 godziny zajęć z takimi ciekawostkami o kampanii z września 39, trochę o ciekawsze niż 50 raz czytanie o tym jak Niemcy, ze statku szkolnego bla, bla, bla.

Od lat ZHP na etykietkę infantylnej organizacji, gdzie harcerzyki biegają w mundurach itd.
Przy HSR zaraz wychodzi czerwone, a obronnych nawiedzeni w moro.
Pomyślmy może, co zrobić by za jakiś czas ludzie czuli swoisty respekt do tego, że ktoś jest harcerzem, bo wiadomo, że poradzi sobie w różnych sytuacjach i ma cechy, które powodują, że pracodawcy sami do niego przychodzą i proponują mu pracę. Może wtedy na pytanie, po co się go w drużynie uczy przetrwania w lesie nie odpowie, że po to by mógł przetrwać, jak go zrzucą w środek dżungli (autentyczna i poważna odpowiedz chłopaka z drużyny obronnej).


Stwierdzenia o stopniach to czysty populizm i przestań pędzić takie opowieści, bo ja nie mówię, że specjalność jest nie potrzebna, albo, że drużyny są nie potrzebne, tylko uważam, że drużyny specjalnościowe w takiej formie są nie potrzebne.
Sebastian Jeziorski
Harcerska Grupa Ratownicza Starówka
www.hgrstarowka.xt.pl

Maciek P
Stały bywalec
Posty: 3472
Rejestracja: 03 mar 2007, 15:55
Lokalizacja: Inspektorat HSG/HSRD
Hufiec:
Chorągiew:

Post autor: Maciek P » 30 gru 2008, 13:11

1. Sebastianie, pozwól, że o potrzebie istnienia drużyn zdecydują ci, którzy je prowadzą.

2. Zgadzam się, żeby nie mnożyć bytów ponad potrzebę, ale nie zgadzam się z administracyjnym decydowaniem co jest potrzebne, a co nie.

3. W październiku w Warszawie była zbiórka zainteresowanych tematem specjalności. Szkoda, że nie wzbogaciłeś dyskusji swoimi przemyśleniami.
Wyniki zbiórki są na stronie Inspektoratu. Zmierzamy do zmian, ale przeprowadzamy je spokojnie, a nie na bolszewickie "hurra!"

4. Twoja koncepcja pracy ze specjalnościami jest dobra i zgodna z tym, jak to widzimy, ale nie jedyna i nawet nie podstawowa. Jest jedną z dwóch równoprawnych. Nikt nie zabrania ci stosować tego, co ty uważasz za słuszne i skuteczne. Jednak nie narzucaj innym twoich rozwiązań. Nie masz patentu na rację. Podobnie, zresztą, jak nie mam go ja. U mnie skutecznie działa drużyna specjalnościowa i nie mam problemu z naborem.

5. Nie mam czasu na jałowe spory. Zadałeś pytanie, dostałeś odpowiedź. Kłótnie mnie nie interesują.

EOT
Maciej Pietraszczyk 503-664-824
hsg@zhp.pl; maciej.pietraszczyk@strazgraniczna.pl

Nad sruby korouhev zavlála, to v¹ak neznaèí, ¾e je tam sláva,
v¹em vìrným poka¾dé nesmírnou sílu a jednotu dává,
ve znaku kalich, v kalichu víra, jen pravda vítìzí, v pravdì je síla.

19kldh
Stały bywalec
Posty: 3888
Rejestracja: 27 maja 2002, 09:19
imię i nazwisko: Czesław Przybytek
stopień instruktorski: hm
stopień harcerski: HR
Hufiec: Kraków-Krowodrza
Chorągiew: Krakowska
organizacja: ZHP
Kontakt:

Post autor: 19kldh » 30 gru 2008, 15:20

jeziorski pisze:Wypadki masowe, katastrofy, hmm, od kilku lat twierdze, że harcerze są leniwi w swoich pomysłach, jak słyszę, że na kursie była symulacja wypadku lotniczego to dostaje wysypki.
"Medycyna katastrof" to jeden z całkiem osobnych działów medycyny, bo zasady tam panujące są inne.
Uwaga formalna.
Wypadek lotniczy =/= katastrofa.
hm. Czesław Przybytek HR
http://19kldh.pl
tel. 519-160-185

jeziorski
Użytkownik
Posty: 141
Rejestracja: 17 gru 2002, 20:53
Lokalizacja: hgr starowka
Hufiec:
Chorągiew:
Kontakt:

Post autor: jeziorski » 30 gru 2008, 17:00

Proszę o objaśnienie uwagi.

Dla porządku podaje definicje:
Wypadek masowy: to każde zdarzenie, w którym w celu udzielania pomocy konieczne jest skierowanie na jego miejsce wielu zespołów, ale jest to możliwe do wykonania przez lokalny system ratownictwa. Z medycznego punktu widzenia pojawia się zwykle konieczność ustalenia kolejności, wg której ma być ustalana pomoc ofiarą zdarzenia, czyli TRIAGE.

Katastrofa: to zdarzenie powodujące śmierć, obrażenia i zniszczenia mienia o takim nasileniu, przy którym nie wystarczają działania podejmowane rutynowo celem ograniczenia jego skutków. Zwykle występują nagle i wymagają natychmiastowego, skoordynowanego działania wielu osób i instytucji.

Wypadek lotniczy: wypadek z udziałem statków powietrznych.
Sebastian Jeziorski
Harcerska Grupa Ratownicza Starówka
www.hgrstarowka.xt.pl

sikor
Stały bywalec
Posty: 3461
Rejestracja: 13 sty 2004, 17:56
imię i nazwisko: Janusz Sikorski
stopień instruktorski: hm
stopień harcerski: HR
Lokalizacja: Polska
Hufiec: Ziemi Tyskiej
Chorągiew: Śląska
organizacja: ZHP
Kontakt:

Post autor: sikor » 30 gru 2008, 17:16

jeziorski pisze:Stwierdzenia o stopniach to czysty populizm i przestań pędzić takie opowieści, bo ja nie mówię, że specjalność jest nie potrzebna, albo, że drużyny są nie potrzebne, tylko uważam, że drużyny specjalnościowe w takiej formie są nie potrzebne.
To nie żaden populizm tylko fakt. Mamy system kaształcenia i stopni drenujący naszą organizację z ludzi mogących być poważnymi instruktorami-wychowawcami. W związku z tym wychowywaniem zajmują się w przeważającej większości infantylne, nieprzygotowane dzieci WIęC JAK MA BYć POSTRZEGANA NASZA ORGANIZACJA. Jeśli ktoś juz coś załapie i zacznie trybić to zaraz system kształceniowo stopniowy wyrywa go z pjo bo przecie trzeba działać w hufcu, chorągwi albo i w GK. A wychowaniem zajmie się... no kogoś się znajdzie.
Tak długo jak stopnie będą wspierać organizację a nie rozwój wychowawców będziemy w regresie.
hm. Janusz Sikorski HR
Redaktor Naczelny czasopisma "Harcerz Rzeczypospolitej"
lesni.pl hr.bci.pl
Przewodniczący ŚKPW

19kldh
Stały bywalec
Posty: 3888
Rejestracja: 27 maja 2002, 09:19
imię i nazwisko: Czesław Przybytek
stopień instruktorski: hm
stopień harcerski: HR
Hufiec: Kraków-Krowodrza
Chorągiew: Krakowska
organizacja: ZHP
Kontakt:

Post autor: 19kldh » 30 gru 2008, 20:00

jeziorski pisze:Proszę o objaśnienie uwagi.

Dla porządku podaje definicje:
Wypadek masowy: to każde zdarzenie, w którym w celu udzielania pomocy konieczne jest skierowanie na jego miejsce wielu zespołów, ale jest to możliwe do wykonania przez lokalny system ratownictwa. Z medycznego punktu widzenia pojawia się zwykle konieczność ustalenia kolejności, wg której ma być ustalana pomoc ofiarą zdarzenia, czyli TRIAGE.

Katastrofa: to zdarzenie powodujące śmierć, obrażenia i zniszczenia mienia o takim nasileniu, przy którym nie wystarczają działania podejmowane rutynowo celem ograniczenia jego skutków. Zwykle występują nagle i wymagają natychmiastowego, skoordynowanego działania wielu osób i instytucji.

Wypadek lotniczy: wypadek z udziałem statków powietrznych.
Problem w tym że przepisy lotnicze definiują jako wypadek (lotniczy), zdarzenia które np. w domu uznałbyś za zdarzenie zakończone "drobnym urazem" lub "kontuzją".
Za wypadki uznaje się też zdarzenia bez obrazeń.

Jeśli Cię to ciekawi to "rzuć okiem" na stronę:
http://www.ulc.gov.pl/index.php?option= ... Itemid=178

Przykład:
- http://www.ulc.gov.pl/_download/bezpiec ... 067-04.pdf

Nornalny lot, normalne lądowanie. Coś tak jak normalne hamowanie autonusu miejskiego podczas którego tęgi pasazer zagapił się i "przeleciał" przez autobus "taranując" drobną pasażerkę. A tu - wypadek lotniczy.

Inny przykład:
- http://www.ulc.gov.pl/_download/bezpiec ... 203-08.pdf

Normalny skok, normalne ladowanie.

A tu - wypadek lotniczy.

Czy to sa katastrofy ?
hm. Czesław Przybytek HR
http://19kldh.pl
tel. 519-160-185

jeziorski
Użytkownik
Posty: 141
Rejestracja: 17 gru 2002, 20:53
Lokalizacja: hgr starowka
Hufiec:
Chorągiew:
Kontakt:

Post autor: jeziorski » 30 gru 2008, 20:56

Nie rozumiem o czym tu rozmawiamy,
powtarzam
Katastrofa: to zdarzenie powodujące śmierć, obrażenia i zniszczenia mienia o takim nasileniu, przy którym nie wystarczają działania podejmowane rutynowo celem ograniczenia jego skutków. Zwykle występują nagle i wymagają natychmiastowego, skoordynowanego działania wielu osób i instytucji.

Jeśli samolot, np. B 737, spadnie na miasteczko, połowę zniszczy, przy okazji doprowadzi do wybuchu w fabryce chemicznej i lokalny system nie będzie w stanie sobie z tym poradzić to będzie to katastrofa.
Jeśli spadnie skoczek, albo szybowiec na las, będzie jeden poszkodowany i trochę połamanych drzew, będzie to wypadek.
Jeśli na las spadnie mały samolot pasażerski, będzie 20 poszkodowanych, a sprawa będzie się działa w okolicy dużego miasta, to będzie to wypadek masowy (lotniczy), ewentualnie mnogi (lotniczy).
Sebastian Jeziorski
Harcerska Grupa Ratownicza Starówka
www.hgrstarowka.xt.pl

Maciek P
Stały bywalec
Posty: 3472
Rejestracja: 03 mar 2007, 15:55
Lokalizacja: Inspektorat HSG/HSRD
Hufiec:
Chorągiew:

Post autor: Maciek P » 30 gru 2008, 21:15

Hola, panowie. O wypadkach lotniczych proszę rozmawiać na forum drużyn lotniczych, bo poproszę o przeniesienie postów.

P.S.
Znowu nieporozumienie wynikające z różnic w podejściu. Sebastian pisze z optyki medycyny ratunkowej i ma w tym ujęciu rację. Czesław pisze z optyki przepisów bezpieczeństwa lotniczego i też ma ze swej optyki rację.

End of offtopic.
Maciej Pietraszczyk 503-664-824
hsg@zhp.pl; maciej.pietraszczyk@strazgraniczna.pl

Nad sruby korouhev zavlála, to v¹ak neznaèí, ¾e je tam sláva,
v¹em vìrným poka¾dé nesmírnou sílu a jednotu dává,
ve znaku kalich, v kalichu víra, jen pravda vítìzí, v pravdì je síla.

19kldh
Stały bywalec
Posty: 3888
Rejestracja: 27 maja 2002, 09:19
imię i nazwisko: Czesław Przybytek
stopień instruktorski: hm
stopień harcerski: HR
Hufiec: Kraków-Krowodrza
Chorągiew: Krakowska
organizacja: ZHP
Kontakt:

Post autor: 19kldh » 30 gru 2008, 21:42

Lotnictwo jest to akurat tylko przykładem.
19kldh pisze:
jeziorski pisze:Wypadki masowe, katastrofy, hmm, od kilku lat twierdze, że harcerze są leniwi w swoich pomysłach, jak słyszę, że na kursie była symulacja wypadku lotniczego to dostaje wysypki.
"Medycyna katastrof" to jeden z całkiem osobnych działów medycyny, bo zasady tam panujące są inne.
Uwaga formalna.
Wypadek lotniczy =/= katastrofa.
Zareagowałem bo nie rozumiem tej "wysypki" w sytuacji gdy przykładowa symulacja dotyczy "zwykłego" złamania kości kończyny.

Czy gdyby synulacja dotyczyła narciarza albo babci wracającej z nieszporów, to "wysypka" byłaby mniejsza czy większa ?
hm. Czesław Przybytek HR
http://19kldh.pl
tel. 519-160-185

Maciek P
Stały bywalec
Posty: 3472
Rejestracja: 03 mar 2007, 15:55
Lokalizacja: Inspektorat HSG/HSRD
Hufiec:
Chorągiew:

Post autor: Maciek P » 31 gru 2008, 08:20

Chyba wiem, o co chodzi tu Sebastianowi. Na niektórych kursach ćwiczy się opcję "Kabaty", czyli gigantyczną kraksę boeinga, co w sposób oczywisty nie ma sensu utylitarnego, bo w takiej kraksie uczestniczyć nie będziemy nigdy (mówię o działaniach ratowniczych).
Ale taka pozoracja ma gigantyczne znaczenie (uwaga! uwaga!) WYCHOWAWCZE. Między innymi uczy działania w stresie, szybkiego podejmowania właściwych decyzji, analizy danych itp. Nie wyszkolimy strażaka, ani paramedyka, ale poprzez symulację dorosłych sytuacji stawiamy przed harcerzem "dorosłe" wyzwania, które umożliwiają mu wszechstronny rozwój. :)

Troszkę przypomina to zuchową zabawę tematyczną, ale na serio.
Maciej Pietraszczyk 503-664-824
hsg@zhp.pl; maciej.pietraszczyk@strazgraniczna.pl

Nad sruby korouhev zavlála, to v¹ak neznaèí, ¾e je tam sláva,
v¹em vìrným poka¾dé nesmírnou sílu a jednotu dává,
ve znaku kalich, v kalichu víra, jen pravda vítìzí, v pravdì je síla.

jeziorski
Użytkownik
Posty: 141
Rejestracja: 17 gru 2002, 20:53
Lokalizacja: hgr starowka
Hufiec:
Chorągiew:
Kontakt:

Post autor: jeziorski » 31 gru 2008, 10:04

Odpisze jeszcze, bo moim zdaniem to dość ważne, ale to nie miejsce na te rozmowy.

Po części chodzi mi o to, co mówisz, że robi się zdarzenie z wieloma poszkodowanymi.

Ale jeszcze o jedna rzecz, jest to nie realne zdarzenie, jak zauważyłeś, co powoduje, że taki harcerze nie potrafi się realnie odnaleźć, możemy robić wypadki z wieloma poszkodowanymi, ale trzeba to robić tak by:
1. Harcerze czuli, że mogą się w takie sytuacji znaleźć (wypadek samochodowy z 4 poszkodowanymi i potrąconym pieszym, 2 samochody itd. Sytuacja realna, gdzie ktoś czyje, że to bardzo realne i prawdopodobne.
2. Pozoracja musi być adekwatna, czyli mamy wypadek samochodowy, to mamy 2 samochody, autobus, to mamy autobus, wypadek statku kosmicznego, to mamy statek kosmiczny, a pozoranci są przebrani za kosmitów itd. A nie tak, że rozkładamy 10 poszkodowanych i mówimy, że to wypadek samolotu.
Bo to jak wygląda miejsce wypadku, jest jednym z podstawowych elementów oceny urazów, czyli mechanizmy.
W samochodzie mamy kierownice, to ktoś już wie, że mogą być urazy od niej itd.
3. Dobierajmy pomysły na pozoracje do grupy, którą uczymy.
Jasne, jak będę szkolił ludzi pracujących z samolotami, to mogę nawet rozważyć zamiast pozoracji potrącenia przez samochód, pozorację, gdzie potrąci kogoś samolot, bo może dla nich będzie realne i prawdopodobne. Jak będę szkolił trenerów jazdy konnej, to powiem, że wypadek z wysokości jest związany upadkiem z konia itd.

Scenariusz symulacji niesie za sobą bardzo wiele konsekwencji, o których też trzeba pamiętać. Dla obsługi samolotu jest realne, że ktoś skręci nogę w samolocie, albo dojdzie do zatrzymania krążenia na pokładzie i wie, że ma w samolocie AED, musi powiedzieć pilotowi, bo ten musi wylądować, a wezwanie pogotowia przez telefon, wiele nie da, bo ciężko podać adres dyspozytorce, ale dla kogoś, kto nigdy nie latał, to już może być jakaś abstrakcyjna sytuacja.


I to tak w skrócie, bardzo i to nie tylko o sytuacjach w ratownictwie, ale nauce wszystkiego.
Ostatnio zmieniony 31 gru 2008, 10:05 przez jeziorski, łącznie zmieniany 1 raz.
Sebastian Jeziorski
Harcerska Grupa Ratownicza Starówka
www.hgrstarowka.xt.pl

Mysiek
Stały bywalec
Posty: 584
Rejestracja: 28 sie 2006, 13:28
Hufiec:
Chorągiew:
Kontakt:

Post autor: Mysiek » 03 sty 2009, 22:58

jeziorski pisze:Ale kto powiedział, że HGR-y chcą zastąpić pogotowie, moim zdaniem to mało interesujące by było.
A co do PCK, hmm, ubrań nie zbieramy, krwiodawstwo nas nie interesuje.
No to brawo, bo tą postawę bym wprowadził na początku u pełnoletnich wędrowników...

Przede wszystkim krwiodawstwo, nawet obroni oddają krew bo wiedzą czym są wypadki. Ratownicy widocznie oddają krew bezpośrednio na polu walki o ludzki życie(transfuzja na gorąco).



Drużyna obronna realizuje taki sam program jak twój klub ratowniczy:
jeziorski pisze:część działki specjalności ratowniczej to kursy PP i szkolenia z tym związane, zawody itd. Czyli formy nie tylko nastawione na jednostki specjalnościowe, a raczej wręcz przeciwnie, właśnie nastawione na wszystkie inne jednostki. Wiec bardzo w skrócie można by stwierdzić, że jej celem jest propagowanie wiedzy z zakresu pierwszej pomocy i uświadamiane jak ważne jest jej udzielanie itd.
Narzucacie sobie misję, a tak naprawdę pierwsza pomoc jest wpisana obecnie w każdy kursy czy to na prawo jazdy, czy nurkowy, więc równie dobrze można by zrezygnować z harcerzy z ich misją ratowania świata.


Ale miałem pisać o obronnych:
Prowadziłem taką drużynę przez dwa lata: nie uczyliśmy się zabijać, nie skakaliśmy ze spadochronami, nie mieliśmy technik AT, a byliśmy drużyną obronną.

zajmowaliśmy się technikami harcerskimi, tymi samymi z których ty korzystasz(samarytanka, terenoznawstwo, historia, pionierka, łączność) tylko w trochę innym wykonaniu, bardziej wojskowym.


A drużyny obronne są potrzebne, bo dają świadomość przynależności(tak jak tobie należenie do HSR) oraz co ważne dla młodego człowieka brzmią dumnie. Zaraz po obciachowym "jestem harcerzem", mogą powiedzieć z dumą: "Jestem członkiem drużyny obronnej"
"Nie kłaniać się nikomu i nigdy bez potrzeby" - J.Piłsudski


www.82odh.fora.pl

jeziorski
Użytkownik
Posty: 141
Rejestracja: 17 gru 2002, 20:53
Lokalizacja: hgr starowka
Hufiec:
Chorągiew:
Kontakt:

Post autor: jeziorski » 04 sty 2009, 12:41

Mysiek pisze:No to brawo, bo tą postawę bym wprowadził na początku u pełnoletnich wędrowników...

Przede wszystkim krwiodawstwo, nawet obroni oddają krew bo wiedzą czym są wypadki. Ratownicy widocznie oddają krew bezpośrednio na polu walki o ludzki życie(transfuzja na gorąco).
Ręce mi opadają, ja mogę rozmawiać, ale nie z kimś komu wydaje się, że coś wie i błyśnie.
Poczytaj czym zajmuje się "pion" krwiodawstwa w PCK.
Sebastian Jeziorski
Harcerska Grupa Ratownicza Starówka
www.hgrstarowka.xt.pl

sikor
Stały bywalec
Posty: 3461
Rejestracja: 13 sty 2004, 17:56
imię i nazwisko: Janusz Sikorski
stopień instruktorski: hm
stopień harcerski: HR
Lokalizacja: Polska
Hufiec: Ziemi Tyskiej
Chorągiew: Śląska
organizacja: ZHP
Kontakt:

Post autor: sikor » 04 sty 2009, 13:14

No właśnie ręce opadają. Zadałeś pytanie... po co drużyny obronne, to Mysiek odpowiada... Aby oddawać krew :p. Oczywiście to uproszczenie. Ale w tym uproszczeniu masz odpowiedź. Obronne sa po to by wychowywać dobrych obywateli, ludzi współczujących i mających oczy szeroko otwarte. Jeszcze czegoś nie rozumiesz ?
hm. Janusz Sikorski HR
Redaktor Naczelny czasopisma "Harcerz Rzeczypospolitej"
lesni.pl hr.bci.pl
Przewodniczący ŚKPW

ODPOWIEDZ
nowoczesne kuchnie warszawa

Wróć do „Obronne”