Ważne zmiany przepisów - łodki do 7,5m bez patentu. [Praw

forum harcerskich drużyn wodnych i żeglarskich
jędruś
Nowicjusz
Posty: 28
Rejestracja: 23 kwie 2004, 08:04
Hufiec:
Chorągiew:

Post autor: jędruś » 12 lip 2007, 06:31

Informuję, że obecnie w Senacie RP znajduje się uchwalona już przez Sejm nowelizacja ustawy o kulturze fizycznej (wraz z innymi ustawami), druk sejmowy nr 716, druk senacki nr 494. Zmienia ona długość jachtów dopuszczonych do prowadzenia bez patentu z 5 na 7,5m. Uważam, że każdy harcerz powinien tę zmianę poprzeć i parę słów poparcia do senatorów w tej sprawie napisać. Adresy e-mail znajdują się na stronie: senat.gov.pl. Taka zmiana pozwoliłaby ZHP w zakresie podstawowego szkolenia żeglarskiego i rejsów śródlądowych rządzić się "samemu na własnym podwórku". Na harcerskich łódkach mogły by obowiązywać harcerskie patenty bez porównania tańsze niż pzż-towskie. Tak jak dziś funkcjonują stopnie instruktorskie czy patenty drużynowych. Dla wielu harcerzy oszczędność tych 100 zł za egzamin i 25 za patent na obozie ma istotne znaczenie. Takie harcerskie patenty mogły by się też przydać przy czrterowaniu jachtów krótszych niż 7,5m. Przecierz ich właściciele woleli by jednak czarterować je kompetentnym osobom. To uznanie zależy tylko od renomy jaką sobie ZHP wyrobi.
Poza tym obecnie na ogłoszenie w dzienniku ustaw czeka nowelizacja ustawy o żegludze śródlądowej znosząca obowiązek dokonywania przeglądów technicznych jachtów oraz ograniczająca obowiązek ich rejestracji do tych dłuższych od 12m. Ustawa ma wejść w życie 14 dni od daty ogłoszenia.
Andrzej

zyrafa
Użytkownik
Posty: 146
Rejestracja: 20 sie 2005, 15:34
Lokalizacja: 10HDŻ
Hufiec:
Chorągiew:
Kontakt:

Post autor: zyrafa » 12 lip 2007, 10:53

Ja uważam że to zły pomysł a powiedziałbym że bardzo zły. 7.5m to już kawał łódki, więcej osób na pokładzie, większa powierzchnia żagla i nie wyobrażam sobie żeby taką łódkę prowadziła osoba bez patentu. Wystarczy chwila nie uwagi i nieszczęście gotowe. Kursy żeglarza trwają 3-4 miesiące (system weekendowy) lub 3 tygodnie (obóz stacjonarny) a i tak nie wszyscy potrafią zrozumieć co się z łódką dzieje, co zrobić żeby się nie wywrócić wielu wpada w panikę jak mocniej dmuchnie i żaglówka się przechyla. Jest tyle „przedmiotów” na kursie że nie wyobrażam sobie organizowania zajęć przez drużynowych czy instruktorów ZHP to jest po prostu niebezpieczne. Żeby zostać instruktorem PZŻ trzeba trochę popływać 2-3 kursy zdać wtedy można powiedzieć: „że coś potrafię” i wiedzę przekazywać uczestnikom kursu.
Zresztą ZHP nie może zastępować organizacji które specjalizują się w danej dziedzinie np. PZŻ, PZMINW czy WOPR Można nawiązać współpracę albo „zainwestować” w dwie, trzy osoby które zdobędą uprawnienia i zorganizują kurs
Co do pieniędzy to ceny za egzamin i patent są jakby narzucone z góry i dla wszystkich takie same Natomiast koszt samego kursu ustala organizator Cena zależy do kogo się udamy i ile ten ktoś będzie chciał na nas zarobić.

Ja zapraszam ludzi z Katowic i okolic na stronę naszej drużyny http://www.10hdz.prv.pl/ Nasi instruktorzy harcerscy są jednocześnie instruktorami PZŻ i PZMINW a ceny kursów są bardzo przystępne
Maciej Filipecki HO

panwac
Stały bywalec
Posty: 653
Rejestracja: 13 lip 2002, 20:11
Lokalizacja: HKW "Dal"
Hufiec:
Chorągiew:
Kontakt:

Post autor: panwac » 12 lip 2007, 12:04

zyrafa pisze:Ja uważam że to zły pomysł a powiedziałbym że bardzo zły. [ciach]
Widać nie bardzo się orientujesz w realiach żeglarskich. Polska jest jednym z nielicznych krajów, gdzie od amatorów wymaga sie PATENTÓW UPRAWNIAJĄCYCH do prowadzenia jachtu. W większości krajów uznano, że to prywatna sprawa każdego żeglarza, czy chce się on zabić, czy nie - tam funkcjonują różne systemy dobrowolnych CERTYFIKATÓW, stwierdzających kompetencje żeglarza w zakresie prowadzenia tego, czy innego jachtu.

Jednym z powszechniej znanych kwitów jest tu ISSA (tak przy okazji, kwity ISSA nie są obecnie uznawane przez PZŻ mimo, że był on jednym z członków założycieli organizacji), stwierdzający kwalifikacje do prowadzenia... wszystkich jachtów (do 24 m włącznie) wszędzie; osoby posiadające nasz patent sternika jachtowego i staż 400 godzin na morzu mogą uzyskać ten kwit bez egzaminu.
Innym systemem jest brytyjski RYA - tam tez o każdy certyfikat ubiegają się wyłącznie osoby nim zainteresowane, bo jachty na wodach wewnątrz wyspy i na morzu można prowadzić bez tego.
Oczywiście sprawa nie dotyczy zarobkowego kierowania jachtami, różne są też poziomy ubezpieczenia, wreszcie, czarterownie mogą Ci nie udostępnić jachtu, jeśli nie masz kwitu - rynek i zdrowy rozsądek regulują sprawy bezpieczeństwa na wodzie. :)
Ostatnio zmieniony 12 lip 2007, 12:05 przez panwac, łącznie zmieniany 1 raz.
hm. Piotr Nowacki kpt.j.
instruktor Zespołu Pilota Chorągwi Łódzkiej ZHP
instruktor Retmanatu Hufca Łódź-Polesie - HKW "Dal"
WODNIACY | SZANTOWIĄZAŁKA | WENECJA

jędruś
Nowicjusz
Posty: 28
Rejestracja: 23 kwie 2004, 08:04
Hufiec:
Chorągiew:

Post autor: jędruś » 12 lip 2007, 13:24

Wiadomość z ostatniej chwili:
W dniu 09 lipca w Dzienniku Ustaw nr 123 pod pozycją 846 została opublikowana nowelizacja ustawy o żegludze śródlądowej. Tym samym wchodzi ona w życie od 23 lipca, czyli 14 dni po podpisaniu.
Czyli od 23 lipca obowiązkowej rejestracji podlegają tylko jachty dłuższe niż 12 m. Obowiązkowych przeglądów technicznych nie będzie.
Andrzej

zyrafa
Użytkownik
Posty: 146
Rejestracja: 20 sie 2005, 15:34
Lokalizacja: 10HDŻ
Hufiec:
Chorągiew:
Kontakt:

Post autor: zyrafa » 12 lip 2007, 15:03

panwac pisze:
zyrafa pisze:Ja uważam że to zły pomysł a powiedziałbym że bardzo zły. [ciach]
Widać nie bardzo się orientujesz w realiach żeglarskich. Polska jest jednym z nielicznych krajów, gdzie od amatorów wymaga sie PATENTÓW UPRAWNIAJĄCYCH do prowadzenia jachtu. W większości krajów uznano, że to prywatna sprawa każdego żeglarza, czy chce się on zabić, czy nie
A czy musimy małpować wszystko co jest zagranicą? Czy wszystko co jest za granicą jest dobre? W USA można łatwo kupić broń czy my też powinniśmy mieć taką możliwość, takie prawo?

Bezpieczeństwo to podstawa! Brak kursu, brak wymagania patentu spowoduje że „szczury lądowe” liczniej wybiorą się na żaglówki. Ludzie którzy nie mieli kontaktu z łódką nagle będą mogli wyczarterować jachcik i pływać. Moim zdaniem spowoduje to lawinowy wzrost wypadków, etyka żeglarska już w ogóle przestanie istnieć (już teraz jest nie ciekawie na mazurach, w śluzach czy kanałach – kto ma mocniejszy silnik wygrywa) Mazurski WOPR ma co robić a wygląda na to że zadań będą mieli jeszcze więcej.
rynek i zdrowy rozsądek regulują sprawy bezpieczeństwa na wodzie.
Żeglarzy w Polsce nie brakuje więc rynek nie cierpi a co do kultury narodowej i zdrowego rozsądku to niestety Polacy nie mają się czym chwalić. Jesteśmy daleko w tyle za krajami zachodnimi i jak przepisy nie będą wyznaczały zasad to będzie po prostu wiocha i bydło
Maciej Filipecki HO

Rafal
Stały bywalec
Posty: 1026
Rejestracja: 07 sty 2003, 16:47
Hufiec:
Chorągiew:
Kontakt:

Post autor: Rafal » 12 lip 2007, 16:41

W krajach gdzie jest liberalne podejście do uprawnień żeglarskich (pływaj bez patentu jak chcesz), istotny wpływ na żeglarzy ma rynek ubezpieczeń.

Osoby bez patentu w wielu marinach nie mogą wypożyczać jachtów, albo mogą ale za dodatkową opłatą (ryzyko wypadku większe).

Takie osoby mogą wprawdzie bez patentu pywać na swoich jachtach, ale jak ktoś ma swój jacht to raczej potrafi żeglowac i raczej dba o bezpieczeństwa. Bo znowuż w wielu krajach, stawki ubezpieczeniowe dla właścicieli jachtów nie posiadających uprawnień są wiele wyższe niż dla tych z uprawnieniami.

Konkludując, tam uprawianie żeglarstwa przez osobę bez patentu jest możliwe formalnie, ale może kosztować wielokrotnie drożej niż osobę z patentem. Więc warto się szkolić...
Hufiec ZHP Radom - miasto
Centrum Wychowania Morskiego ZHP w Gdyni

panwac
Stały bywalec
Posty: 653
Rejestracja: 13 lip 2002, 20:11
Lokalizacja: HKW "Dal"
Hufiec:
Chorągiew:
Kontakt:

Post autor: panwac » 13 lip 2007, 11:43

zyrafa pisze:
panwac pisze:W większości krajów uznano, że to prywatna sprawa każdego żeglarza, czy chce się on zabić, czy nie
A czy musimy małpować wszystko co jest zagranicą? Czy wszystko co jest za granicą jest dobre?
To akurat jest niezłe - wykorzystuje naturalne czynniki motywujące ludzi do doskonalenia swoich umiejętności, z drugiej strony wymuszając odpowiedni poziom szkoleń w instytucjach tym sie zajmujących (mechanizm rynkowy).
zyrafa pisze:Brak kursu, brak wymagania patentu spowoduje że „szczury lądowe” liczniej wybiorą się na żaglówki. Ludzie którzy nie mieli kontaktu z łódką nagle będą mogli wyczarterować jachcik i pływać.
Tak...
zyrafa pisze:Moim zdaniem spowoduje to lawinowy wzrost wypadków, etyka żeglarska już w ogóle przestanie istnieć...
Twoim zdaniem!
zyrafa pisze:(już teraz jest nie ciekawie na mazurach, w śluzach czy kanałach – kto ma mocniejszy silnik wygrywa) Mazurski WOPR ma co robić a wygląda na to że zadań będą mieli jeszcze więcej.
W tej chwili do prowadzenia większości jednostek śródlądowych i morskich wymagany jest w Polsce patent, na którym Ci tak zależy - jak widzisz, wcale nie jest on gwarantem bezpieczeństwa, czy odpowiedniego poziomu kultury na wodzie...
zyrafa pisze:
rynek i zdrowy rozsądek regulują sprawy bezpieczeństwa na wodzie.
Żeglarzy w Polsce nie brakuje więc rynek nie cierpi...
Nasi żeglarze coraz liczniej wybywają za granicę, by pożeglować z dala od bzdurnych przepisów. Ostatnio miała tez miejsce masowa migracja polskich jachtów pod obce bandery, co stało się bezpośrednim bodźcem do wprowadzenia zmian w przepisach (w szczególności tych, które blokowały rozwój gospodarki około-żeglarskiej). I tak nie udało się przeforsować wszystkich pomysłów - w komisji sejmowej m.in. zablokowano poprawkę umożliwiającą prowadzenie polskich jachtów lub jachtów innych bander na polskich wodach przez osoby posiadające międzynarodowe i zagraniczne certyfikaty kwalifikacji. To oznacza, że nadal zgodnie z prawem tylko posiadacze polskich kwitów będą mogli odwiedzać nasze mariny - uważasz, że to czynnik stymulujący rynek? A może zachęta dla europejczyków do odbycia kursu i egzaminu na stopnie PZŻ? ;)
zyrafa pisze:Jesteśmy daleko w tyle za krajami zachodnimi i jak przepisy nie będą wyznaczały zasad to będzie po prostu wiocha i bydło
Wiesz, troszkę ostatnio pływam po świecie i widzę, że jesteśmy tam nieco inaczej postrzegani.
hm. Piotr Nowacki kpt.j.
instruktor Zespołu Pilota Chorągwi Łódzkiej ZHP
instruktor Retmanatu Hufca Łódź-Polesie - HKW "Dal"
WODNIACY | SZANTOWIĄZAŁKA | WENECJA

jędruś
Nowicjusz
Posty: 28
Rejestracja: 23 kwie 2004, 08:04
Hufiec:
Chorągiew:

Post autor: jędruś » 17 sie 2007, 06:49

Nowelizacja ustawy o kulturze fizycznej zwiększająca długość jachtów żaglowych dopuszczonych do prowadzenia bez patentów z 5 do 7,5 m (oraz motorowych z 5kW mocy silnika do 10kW) przeszła w końcu lipca przez Senat. W przedmiotowej sprawie Senat poprawek nie wprowadził ale wprowadził inne. Teraz o tych poprawkach wypowie się w przyszłym tygodniu Sejm. A od podniesienia granicy "bezpatencia" dzieli nas już tylko podpis Prezydenta bo Sejm zajmie się tylko tym co proponuje zmienić Senat. Tak więc wygląda na to że już w przyszłym sezonie będziemy o 2,5m bliżej Europy...

PS. A może ktoś napisze także do Prezydenta by nie ociągał się z podpisem ustawy?
Andrzej

sikor
Stały bywalec
Posty: 3461
Rejestracja: 13 sty 2004, 17:56
imię i nazwisko: Janusz Sikorski
stopień instruktorski: hm
stopień harcerski: HR
Lokalizacja: Polska
Hufiec: Ziemi Tyskiej
Chorągiew: Śląska
organizacja: ZHP
Kontakt:

Post autor: sikor » 17 sie 2007, 10:59

No i jest się z czego cieszyć. Im mniej głupich ograniczeń tym lepiej. Państwo powinno przestać mysleć za obywatela a granice powinna wyznaczać odpowiedzialność. Pływam od wielu lat (pierwsze 2 maczki miałem 20 lat temu), nie mam żadnych uprawnień bo ich nie potrzebuję. Dlaczego ? Bo nie tylko pływam. Gdyby pływanie było moim życiem to pewnie miałbym przynajmniej uprawnienia sternika ale nie jest. Lubie jeździc w terenie, wędrowac po górach żyć w lesie... Czy do wszystkiego mam mieć uprawnienia ? Czy po to by sobie popływać 4 razy w roku muszę 4 miesiące ślęczeć na kursie?
Zmiany przepisów idą w bardzo dobrą stronę... Oby tak dalej, a pewnie niedługo wyklepię sobie jakąś 6-7 metrową łódkę (albo kupie na allegro;) )

Pozdrawiam wodniaków

(hehehe na razie zawsze mogę pojeździć wydrą naszych wodniaków za co jestem im mocno wdzięczny)
hm. Janusz Sikorski HR
Redaktor Naczelny czasopisma "Harcerz Rzeczypospolitej"
lesni.pl hr.bci.pl
Przewodniczący ŚKPW

StaryWilk
Stały bywalec
Posty: 2830
Rejestracja: 28 lut 2003, 13:47
Lokalizacja: Biały Szczep
Hufiec:
Chorągiew:
Kontakt:

Post autor: StaryWilk » 18 sie 2007, 13:06

Szczerze mówiąc, najbardziej odpowiada mi d o b r o w o l n o ś ć zdobywania żeglarskich
stopni. Ale WARTO. Poza paroma wspomnianymi certyfikatami nie ma już takich możliwości w innych krajach, ale..... Jak nie masz stopnia, to ci wyczarterują yacht, ale z masterem, za słoną opłatą, jak masz, to czapki z głów, bo...p o l s k i stopień !
Dochowaliśy się w naszym szczepie onegdaj dwóch kapitanów, jeszcze "bałtyckiego" i "wielkiego" . Obaj zamienili swe zawody /AGH !/ na uprawianie zawodowe żeglarstwa w Stanach. Na rejsy pięknym katamaranem z hm Jackiem Reschke kpt. ż. w. jachtowej, na Karaibach możecie się dogadywać;), służę kontaktem :D

peshoo
Stały bywalec
Posty: 482
Rejestracja: 25 kwie 2004, 17:07
Lokalizacja: Żeglarski Krąg Akademicki
Hufiec:
Chorągiew:

Post autor: peshoo » 22 sie 2007, 07:34

Są żeglarze i żeglarze. Swego czasu moje środowisko było piętnowane za robienie z żeglarstwa sztuki dla sztuki i wiedzy tajemnej. Jeśli ktoś we Wrocławiu chciał szybko i łatwo zrobić żeglarza to "Stanica" była do tego najgorszym miejscem. Za to jak komuś udało się zdać żeglarza to miał już zadatki na sternika. Tylko nie myślcie, że wydawany był jeden patent rocznie - średnia zdanych była normalna dzięki dobremu szkoleniu i świetnej motywacji.
Czasy się zmieniły, ludzie powymieniali, więc nie mamy już aż tak morderczego poziomu. Nie zmienia to jednak faktu, że nawet jak przyjdzie do nas ktoś z patentem to najpierw musimy tę osobę nauczyć żeglować. A najtragiczniejsze przypadki to ludzie po tzw. obozach żeglarskich zakończonych egzaminem, których to wpierw trzeba nauczyć wiązać węzeł knagowy, gdzie dziub i rufa, o zwrocie przez sztag nie wspominając... ech...
pwd. Michał Pesz HO
Żeglarski Krąg Akademicki
Harcerski Ośrodek Wodny STANICA

"Życie jest o wiele bardziej skomplikowane niż belka swobodnie podparta" dr hab. inż. R. K.

g00rek
Stały bywalec
Posty: 1112
Rejestracja: 10 cze 2002, 11:40
Hufiec:
Chorągiew:

Post autor: g00rek » 22 sie 2007, 08:31

Generalnie to dobry kierunek. Ale... powstanie zawsze margines. Widac już to po Mazurach chociażby. Z jednej strony to dobrze, że żeglarstwo staje się bardziej masowe, z drugiej brakuje tej elitarności, kiedy widzi się półnagich dresów taranujących inne łódki :(

Bo przecież nie tylko swoją można zniszczyć. A do jazdy po ulicy prawo jazdy jest potrzebne... :(
hm. Michał "g00rek" Górecki
I love BP

mjacek
Nowicjusz
Posty: 16
Rejestracja: 19 cze 2006, 17:27
Lokalizacja: 88 WDHiZ "Rodło" (do 1988r)
Hufiec:
Chorągiew:
Kontakt:

Post autor: mjacek » 22 sie 2007, 11:22

[advocatus diaboli, albo eksperyment myślowy]:
I jak wiele to zmienia, że prawo jazdy jest potrzebne? A gdyby mozna było jeździć bez prawa jazdy?
Zauważalnie więcej by po pijaku wsiadło za kierownicę? Więcej ludzi przekraczałoby ograniczenia prędkości?

A może trzeba utrudnić zdobycie prawa jazdy i wszsytko się poprawi?

No i z innej beczki - a te taranujące dresy to mają patent? I ich mentalnośc się po kursie zmieniła na lepsze? I czy ktoś poza właścicielem wypozyczalni kiedykolwiek komuś sprawdzał czy ma patent? W czasach milicyjnych - tak. Ale dziś to technicznie prawie niemożliwe....
Jacek i Małgorzata Misiurewiczowie - Warszawa, Szczep 88 WDHiZ "Rodło" (do 1988 r :( )
[Aktualnie rodzice takich dwóch z 40WDHiGZ]

peshoo
Stały bywalec
Posty: 482
Rejestracja: 25 kwie 2004, 17:07
Lokalizacja: Żeglarski Krąg Akademicki
Hufiec:
Chorągiew:

Post autor: peshoo » 22 sie 2007, 12:08

Zapomnieliście o czymś.
Jaki jest cel istnienia uprawnień?

Uprawnienia są po to by potwierdzić, że dana osoba potrafi poprawnie wykonywać daną czynność. Niestety prawo nie przeszkadza osobom niekompetentnym zdobywać rozmaite uprawnienia. Stąd często potrafi a wykonuje to dwa odrębne światy.
Nierzadko trafiają się tacy, którzy poprawnie wykonują dane czynności jedynie w dniu egzaminu, a potem tylko tak żeby się nie zabić.

To, że chcę by uprawnienia były wymagane nie znaczy, że mówię "Nie umiesz? To nie rób!"
Ja mówię: "Nie umiesz? To się naucz!"

BTW
Chciałbyś żeby świeżo upieczony absolwent budownictwa (czyli bez uprawnień) wybudował zaporę 100m od twojego domu?
Chciałbyś żeby tirem jeździł kierowca bez prawa jazdy, który nauczył się uruchamiać silnik i zmieniać bieg od szwagra?
Chciałbyś żeby operwował cię weterynarz, który stwierdził że woli leczyć ludzi?
pwd. Michał Pesz HO
Żeglarski Krąg Akademicki
Harcerski Ośrodek Wodny STANICA

"Życie jest o wiele bardziej skomplikowane niż belka swobodnie podparta" dr hab. inż. R. K.

zyrafa
Użytkownik
Posty: 146
Rejestracja: 20 sie 2005, 15:34
Lokalizacja: 10HDŻ
Hufiec:
Chorągiew:
Kontakt:

Post autor: zyrafa » 22 sie 2007, 19:36

zyrafa pisze:Ja uważam że to zły pomysł a powiedziałbym że bardzo zły. 7.5m to już kawał łódki, więcej osób na pokładzie, większa powierzchnia żagla i nie wyobrażam sobie żeby taką łódkę prowadziła osoba bez patentu. Wystarczy chwila nie uwagi i nieszczęście gotowe. Kursy żeglarza trwają 3-4 miesiące (system weekendowy) lub 3 tygodnie (obóz stacjonarny) a i tak nie wszyscy potrafią zrozumieć co się z łódką dzieje, co zrobić żeby się nie wywrócić wielu wpada w panikę jak mocniej dmuchnie i żaglówka się przechyla.
Na mazury mazury mazury poplywamy tam lodka z tektury... [*]


Jestem ratownikiem wopr i pracuje przy wypozyczalni sprzetu wodnego. Jest jedna nieduza zagloweczka (chyba 480 ale nie jestem pewien) Oczywiscie gro ludzi sie pyta czy moga poplywac. NA pytanie: "czy mam pan jakies pojecie o zeglowaniu" slysze: "oczywiscie bylem na mazurach z rodzina widzialem jak to sie robi" "tak jak bylem maly tata mnie zabieral" "to prawie jak windsurfing" I na tym rozmowa sie konczy sprzetu nie wydaje a jak ktos sie upiera to dostaje trzy proste pytania: "co to jest miecz? co to jest bom? i co to jest zwrot przez sztag lub rufe" Jak odpowie pozytywnie to zaryzykujemy i wydamy jeziorko nie jest duze, kapoki sa obowiazkowe wiec wrazieczego owych "zeglarzy" sciagnie sie na brzeg.

Wszystkim zwolennikom tej idiotycznej zmiany zycze szczescia w zyciu i stopy wody pod kilem
Ostatnio zmieniony 22 sie 2007, 19:38 przez zyrafa, łącznie zmieniany 1 raz.
Maciej Filipecki HO

ODPOWIEDZ
nowoczesne kuchnie warszawa

Wróć do „Wodniacy i Żeglarstwo”