odesłanie zucha z obozu(długie)

Wydział Zuchowy zuchy.zhp.pl
ODPOWIEDZ
karioka
Nowicjusz
Posty: 1
Rejestracja: 01 sie 2008, 23:11
Hufiec:
Chorągiew:

Post autor: karioka » 01 sie 2008, 23:35

Witam,
Pozwoliłam sobie na umieszczenie mojego posta bo jestem ciekawa co Państwo o tym sądzą?
Nie chcę opisywać wszystkiego od początku dlatego wkleję kopię
listu który wysłałam dwa tygodnie temu do p.Emilii Kulczyk(adres znalazlam na stronie ZHP)
Niestety jak narazie nie otrzymałam żadnej odpowiedzi(liczę że to z powodu wakacji)
Mam nadzieję że może ktoś z Was odpowie mi na kilka nurtujących mnie pytań
"W tym roku wysłałam dziecko lat 6,5 na obóz zuchowy.
Wcześniej nie należał do Zuchów ale usłyszeliśmy od znajomej mamy z przedszkola
że jej syn jedzie i bardzo się ucieszyliśmy z takiej możliwości.
Decyzję podjęliśmy na gorąco a komendant szczepu zgodził się przyjąć
jeszcze naszego syna.
Przeprowadziliśmy rozmowy z opiekunami i zapewniono nas że wszystko
będzie dobrze.
Pierwsze co nakreśliliśmy to, to że nasze dziecko ma dość trudny
charakter i czy aby będą go w stanie zdyscyplinować. Zapewniano nas że
nigdy z żadnym dzieckiem nie było problemu.
Po 4 dniu obozu zadzwonił do nas komendant skarżąc się na syna, że jest
niedobry dla dzieci, psuje grupę, zajęcia, no i że jeśli to się nie
zmieni, to ostrzegł naszego syna, że będzie musiał z nami porozmawiać.
Udzieliłam drużynowemu wskazówek. Po dwóch dniach zamiast obiecanej
rozmowy dyscyplinującej, dziecko kazano nam zabrać z obozu.
W związku z tym mam parę pytań. Czy tak powinno się stać? Czy zachowanie
opiekunów było odpowiedzialne?
Czy odesłanie do domu było dobrym środkiem wychowawczym?
Syn był na obozie z piątką rówieśników z tego samego przedszkola. Znali
się od dawna i zawsze były między tymi dziećmi jakieś zatargi, konflikty.
W przedszkolu nie nauczono tych dzieci należycie rozwiązywać konfliktów
między nimi. Stąd na obozie szturchały się, biły, przezywały. Niestety
tylko moje dziecko poniosło konsekwencje bo nikt wśród opiekunów nie
starał się wyjaśnić o co chodzi, tylko ciągle widzieli moje dziecko
niegrzeczne. Ja oczywiście wiem, że nie jest to cichutki i spokojny
dzieciak. Ale nie jest to jakiś zdegenerowany zwyrodnialec, aby tak
szybko nie dać mu szansy. Wysłałam go na ten obóz po to, żeby nauczył
się jako zuch tych wszystkich rzeczy, jakimi szczyci się harcerstwo.
Podczas rozmowy telefonicznej z opiekunami zuchów tłumaczyli oni, że nie
są w stanie tego znieść (ich drużynowa nie miała jeszcze skończonych 18
lat) że to ją wykańcza, a inna drużynowa powiedziała że przecież są
także inne drużyny.
Dlaczego więc na wstępie nie ogłoszono że na obóz przyjmowane są tylko
"GRZECZNE" dzieci? szkoda że nikt nie pomógł tym dzieciom rozwiązać tego
konfliktu w sposób zbiorowy tylko uczyniono z mojego dziecka czarną
owcę- bo z jego relacji wyglądało to trochę inaczej. Np.drużynowy powiedział że syn zniszczył
jakiś totem czy coś.Myślałam że zrobił to z premedytacją.Jednak on wyjaśnił mi że to kolega go
popchnął i on na to się przewrócił.Czy kogoś to jednak obchodziło?
Rozumiem że opiekunowie pracują społecznie i bardzo to piękne, tylko czy
to musi oznaczać pójście po najmniejszej linii oporu?
Jestem bardzo zawiedziona naszą przygodą z harcerstwem, bo nasze
mniemanie, które nam jeszcze pozostało z naszych młodych harcerskich
lat, było zupełnie inne.
Chciałam się od Pani dowiedzieć, czy są jakieś wytyczne dla osób
opiekujących się zuchami. Dlaczego nikt nie wziął pod uwagę, że ci
chłopcy mają dopiero 6-7 lat i nie chodzą jeszcze do szkoły więc nie
wiedzą jeszcze tak do końca jak się zachowywać.
Ja też pracuję z dziećmi i nie widzę tam złych dzieci, mimo że bywają
niegrzeczne i w życiu nie przyszło by mi do głowy tak kogoś odtrącić.
Mój syn jechał z przekonaniem, że będzie świetnie, że harcerstwo to
wielka przygoda. Trafił niestety na osoby, które chyba nie mają serc,
cierpliwości, a już na pewno nie są odpowiedzialne i dojrzałe.
Czy ten drużynowy i komendant nie powinni jednak zmienić swojego hobby
na coś mniej odpowiedzialnego i mniej męczącego.
Czarę mojej goryczy przepełnił także fakt, że połowa rzeczy dziecka nie
została spakowana. Czy to tak trudno spakować kogoś kompletnie. Owszem
zuchów było 22 ale takich maluchów tylko 6 więc oczywistym dla mnie było
to, że im szczególnie należy się pomoc. Owszem ktoś pomógł ale nie
przyłożył się do tego zbytnio: książeczka zdrowia, buty kurtka
przeciwdeszczowa, lekarstwa- drużynowa sama je dziecku zabrała na
przechowanie a książeczkę zdrowia także miała zabrać żeby nie zginęła i
co? dopiero teraz się znalazła na półce innego chłopca (podobno) -
przecież to ważny dokument ze szczepieniami itp. To po prostu jakiś
skandal!
Zapewniam Panią że moje dziecko nie jest jakim zwyrodnialcem, ma
niestety silne cechy osobowości , jest dosyć porywcze i potrafi się
zezłościć. Dlatego też wysłałam go na ten obóz, aby przeżył względnie
ciężki chrzest bojowy przed rozpoczęciem szkoły. Owszem rozumiem, że
mógł przysporzyć kłopotu i w domu poniesie konsekwencje swojego
postępowania, wydaje mi się jednak, że przynależność do zuchów,
harcerstwa powinna czegoś bardziej go nauczyć. A co z dziećmi z
patologicznych rodzin? Przecież one nie potrafią się w ogóle zachowywać.
Czy takie dzieci także są odrzucane?
Mój list jest dosyć chaotyczny i może zawierać jakieś błędy, (za co z
góry przepraszam), ale jesteśmy z mężem naprawdę bardzo, ale to bardzo
zawiedzeni, bo wszystko dzisiaj robi się takie rozmyte, nijakie, byle
jakie, ale po harcerzach tego się nie spodziewaliśmy. Mam nadzieję, że
przykład naszej drużyny jest rzadki i odosobniony i że znajdziemy kogoś,
komu bardziej się będzie chciało.
Mam nadzieję, że ustosunkuje się Pani do mojego listu i udzieli mi choć
paru odpowiedzi na pytania, które tu zadałam."
Narazie tyle
pozdrawiam

sikor
Stały bywalec
Posty: 3461
Rejestracja: 13 sty 2004, 17:56
imię i nazwisko: Janusz Sikorski
stopień instruktorski: hm
stopień harcerski: HR
Lokalizacja: Polska
Hufiec: Ziemi Tyskiej
Chorągiew: Śląska
organizacja: ZHP
Kontakt:

Post autor: sikor » 02 sie 2008, 08:00

Myślę że Emilia odpisze Państwu jak tylko zbierze potrzebne dane. ZHP jest sporą organizacją a więc może trochę potrwać skontaktowanie się z uczestnikami sprawy a w celu należytego wyjaśnienia sprawy należy poznać relację możliwie wielu osób :)
Co do samej sprawy... Bywa różnie, zależy generalnie od możliwości i umiejętności drużynowego i od tego jakie ma wsparcie. Czasem zdarzają się błędy, nie da się tego uniknąć. Mam nadzieję że cała ta sprawa nie zniechęci Państwa do harcerstwa. Powiem tyle że w naszej gromadzie zuchowej mamy kilkoro dzieci szczerze nielubianych przez nauczycieli, corocznie rodzice z wielką krępacją przynoszą karty obozowe wypełnione przez wychowawców szkolnych w sposób świadczący że... nie mają oni pojęcia jak sobie radzić z "trudnymi" dziećmi. Podkreślę jeszcze raz... wychowawcy szkolni a więc ludzie z kierunkowym wykształceniem wychowawczym... Cóż w gromadzie zuchowej czy drużynie harcerskiej dzieci te dają sobie świetnie radę. Pewnie w tym przypadku zabrakło po prostu doświadczenia. Myślę że w przyszłości będzie lepiej bo przecież wszyscy cały czas się uczymy, ten proces nigdy się nie kończy :) Pozdrawiam
hm. Janusz Sikorski HR
Redaktor Naczelny czasopisma "Harcerz Rzeczypospolitej"
lesni.pl hr.bci.pl
Przewodniczący ŚKPW

molesta
Użytkownik
Posty: 87
Rejestracja: 11 sie 2005, 17:50
Lokalizacja: obecnie brak
Hufiec:
Chorągiew:
Kontakt:

Post autor: molesta » 02 sie 2008, 13:05

Nie pracowałem nigdy akurat z zuchami ,raczej z dziećmi powyżej 10 roku życia.
Jeżeli, sytuacja wygląda tak jak pani to opisała rzeczywiście, wychowawcy byli uprzedzeni i podjęli się pracy z pani dzieckiem, to według mnie jest to po prostu nieudolność wychowawców. Zagubienie dokumentów i rzeczy osobistych jest kolejną niedopuszczalną sytuacją.
Moim zdaniem ci wychowawcy powinni zastanowić się nad kwestią porażki jaką ponieśli, bo według mnie każde odesłanie dziecka z obozu jest porażką wychowawcy który nie potrafił sobie poradzić lub źle jest przygotowany do swojej pracy.
Chciałbym również zaznaczyć że oczywiście zdarzają się sytuacje losowe kiedy trzeba odesłać dziecko. Sam w tym roku odesłałem chłopca do domu z zimowiska, tylko w tym przypadku była to wina rodziców którzy zataili przed nami że dziecko było leczone na ADHD w szpitalu, i w momencie kiedy, zaczął zagrażać sobie i innym uczestnikom ( bo do takich sytuacji już dochodziło) , dopiero podjęliśmy decyzje o tym że rodzice powinni zabrać chłopca.
Wszędzie są rzeczy dobre lub złe, mam nadzieje że pani się nie zniechęci do ZHP. Proszę spróbować może w innej gromadzie, ale np. wcześniej parę razy odwiedzić zbiórki tej gromady, udać się razem z synkiem na taką zbiórkę, poobserwować czy dana drużynowa będzie wstanie sobie poradzić.
Łukasz Prochwicz l.prochwicz@gmail.com
Tel- 602 632 216
http://www.watra.vel.pl

Zawsze jestem raczej sam.
Tadeusz Zawadzki"ZOŚKA"

buburubu
Nowicjusz
Posty: 33
Rejestracja: 07 sie 2007, 17:53
Lokalizacja: 40 SGZ
Hufiec:
Chorągiew:

Post autor: buburubu » 05 sie 2008, 08:14

Nie chciałabym się ustosunkowywać do tej jednej konkretnej sprawy i Pani listu, ponieważ nie znam wszystkich okoliczności. Zastanowiłam się jednak chwilkę nad takimi sytuacjami, i muszę poprzeć przedmówcę, uważam, że każde odesłanie dziecka z obozu
(zwłaszcza z powodu "nie radzenia sobie z nim" i dlatego, że "rozbija grupę") jest moim zdaniem porażką wychowawców. Uważam, że drużynowi często planując kolonię czy obóz, oraz konkretne zajęcia, zapominają wziąć pod uwagę, że nie wszystko będzie idealne, różowe, i nie każdy zuch będzie zainteresowany zabawą.

Chciałabym jednak dodać coś na obronę drużynowych, sama często spotykam się z tym zjawiskiem (nie chodzi mi o ten konkretny przypadek Pani syna, ale o ogół). Rodzice dzieci, którzy nie do końca orientują się w idei harcerstwa, nigdy sami nie byli harcerzami, albo byli dawno temu, gdy czasy były troche inne, często wysyłają dziecko na obóz z nadzieją, że druhny i druhowie "nauczą ich życia". Sama spotkałam się kilka razy z takimi przypadkami, że rodzice chętnie wysyłali "trudne" dziecko na obóz, aby dostało "wycisk" i marzyło im się, że niegrzeczne dziecko wróci odmienione. (drużynowi wiedzą jednak doskonale, chociażby patrząc przez pryzmat obowiązującego prawa, że żadne "danie wycisku" nie ma prawa bytu).

Zachęcam jednak Panią do nie zrażania się harcerstwem przez ten jeden konkretny przypadek.
Pozdrawiam.

molesta
Użytkownik
Posty: 87
Rejestracja: 11 sie 2005, 17:50
Lokalizacja: obecnie brak
Hufiec:
Chorągiew:
Kontakt:

Post autor: molesta » 05 sie 2008, 09:47

To prawda że rodzice często myślą w ten sposób. Sytuacja która mnie dotkneła, a mianowicie ukrycie choroby u dziecka przez rodzica była właśnie czymś takim spowodowane.
A co do tej sytuajci tutaj opisanej to możemy tylko odnieść się do jakiejś część i hipotetyzować gdyż nie ma pełnego obrazu a mianowicie relacji instruktorów.
Łukasz Prochwicz l.prochwicz@gmail.com
Tel- 602 632 216
http://www.watra.vel.pl

Zawsze jestem raczej sam.
Tadeusz Zawadzki"ZOŚKA"

pluszowy_krooliczek
Użytkownik
Posty: 81
Rejestracja: 27 kwie 2004, 17:15
Lokalizacja: 5 OGZ (: Kapryśna Łajba :)
Hufiec:
Chorągiew:

Post autor: pluszowy_krooliczek » 05 sie 2008, 20:51

Co do "chrztu bojowego" to myślę i mam nadzieję, że mama zucha rozumiała to jako nauczenie dziecka samodzielności i odpowiedzialności, nie jak w przypadku wychowanka molesty.

Kilka lat temu na kolonię zuchową pojechał ze mną "Karolek, zwany Koszmarnym Karolkiem", dziecko naprawdę trudne, z ADHD, nie powiem, że było nam jako kadrze łatwo. Bywało ciężko, czasami nawet bardzo ale częsty kontakt telefoniczny z mamą zuch,a ( codzienny) wcześniej poinstruowanie mnie jako drużynowej co do zaleceń ( metoda przytulania) a także różnorodne metody pomogły nam utemperować karolka. Nie powiem żeby było to łatwe, ani żeby nauczył się być dobrym aniołkiem, ale pewne postępy zrobił. A także zrobiliśmy je my, nie jesteśmy już tylko intruktorami od grzecznych i wiecznie uśmiechniętych dzieci. Myślę nawet, że nie do końca zdawaliśmy sobię sprawę jak będzie ciężko, ale udało się nam i udało się Karolkowi. jesteśmy wygrani.

Jednak nie chcę też jednoznacznie źle oceniać intruktorów obecnych na kolonii nie znając ich relacji. Może nie byli przygotowani na to co przeżyją. Sytuacją łagodzącą jest nieznajomość dziecka przed wyjazdem ( ja Karolka znałam ze śródrocznych zbiórek), choć niestety muszę się zgodzić z większą częścią postu molesty, że okazali się nieudolni.
pwd. Marta "królik" Kozicz


"Kto wiele przebywa z dziećmi, odkryje, że żaden nasz czyn nie pozostaje u nich bez oddźwięku." Johann Wolfgang Goethe

dominik jan domin
Stały bywalec
Posty: 1640
Rejestracja: 23 wrz 2004, 16:47
Lokalizacja: Klerycki Krąg Harcerski WICEK
Hufiec:
Chorągiew:
Kontakt:

Post autor: dominik jan domin » 13 sie 2008, 14:01

No cóż... drużynowa nie mająca 18 lat to porażka - ale gdzie był opiekun tej drużyny? Przecież powinien być tam obecny i wspierać to dziecko (mowa o drużynowej) gdy sobie nie radzi. Jakoś ani słowa o opiekunie nie słyszałem...

Miałem trudne dzieci na obozie - nie tylko ADHD, ale i Zespół Aspergera x2 (dwóch braci). Byli to chłopcy, którzy na żadne szkolne wycieczki nie jechali, bo ich nauczyciele bali się wziąć odpowiedzialności za nich. Można było sobie poradzić.

Tutaj zabrakło chęci. I odpowiedzialności...
phm. Dominik Jan Domin HR

Klerycki Krąg Harcerski WICEK im. bł. ks. phm. Stefana Wincentego Frelichowskiego
Hufiec ZHP Toruń

rumianek
Stały bywalec
Posty: 332
Rejestracja: 23 cze 2003, 19:36
Lokalizacja: Bractwo Tajemnic OIKONIP
Hufiec:
Chorągiew:

Post autor: rumianek » 27 sie 2008, 10:50

Ehhhhh

No trudny problem... Od 10 lat jeżdżę na kolonie jako wychowawca i nie zdarzyło mi się jeszcze nigdy dziecka odesłać...

ALE!

Po pierwsze - zawsze większość dzieci znałam - a jeśli chodzi o kolonie zuchowe - były to przeważnie (tzn w ogromnej większości) dzieci, które chodzą do mnie na zbiórkę.
Dzieci, które się zna mogą sprawiać spore kłopoty i być dużym wyzwaniem a co dopiero te, które się nie zna - wtedy mogą wyjść pewne "niespodzianki"

Poza tym - wiem, jak takie dziecko funkcjonuje w grupie - z kim się przyjaźni, znam dobrze jego rodziców i mam z nimi kontakt i jest to współpraca a nie walka.

Po drugie - jeśli rodzice chcieli zapisać dziecko na kolonie a ja - obserwując je w trakcie zbiórek - byłam zdania, że dziecko jeszcze nie jest zbyt dojrzałe na kolonie - mówiłam to rodzicom wprost i uzasadniałam dlaczego warto poczekać jeszcze jeden rok. Trudno - lepiej by jedno mniej dziecko pojechało - dla dobra jego i innych dzieci. Pojedzie w tym roku - to się zrazi, w następne wakacje może już będzie dojrzalszy i po prostu wszyscy wrócą zadowoleni.

I w związku tym - trzecie: Kolonia zuchowa nie jest dla PRZEDSZKOLAKÓW. To zupełnie nie ten poziom - toż zuchy - pierwszo, drugoklasiści często sobie nie radzą na koloniach a co dopiero takie maluchy! Raz wzięłam na kolonie pięciolatkę - jechała ze starszą siostrą, moją zuchenką. Nota bene mała chodziła też do mnie na zbiórki i jak na swój wiek była bardzo bardzo samodzielna.
Niestety - gdy przyszło co do czego - okazało się że pięciolatka boi się "PUCHATYCH PAJĄKÓW" i już do toalety nie pójdzie bo tam zobaczyła pająka. Efekt - codzienne pranie wszystkich jej spodni, majtek i prześcieradeł bo mała nie dała się namówić nawet na siusianie za krzaczkiem. Co gorsza - po pewnym czasie pojawiły się odparzenia, pomimo codziennego mycia kilka razy dziennie.

Kto miał na głowie 21 dzieci 24 godziny na dobę i po całodziennym prowadzeniu zajęć, rozwiązywaniu problemów, negocjacji w sprawie "czyja to skarpetka" itp. w nocy ledwie się słaniając na nogach musiał prać ręcznie - i to dzień w dzień - zrozumie o co chodzi.

Następna sprawa - spotkałam się też z rodzicami, którzy twierdzili, że "wysyłają dziecko po to by się poprawiło".

Sorry Batorry - ale jeśli rodzice przez osiem lat nie potrafią wychować swojego dziecka to ja przez dwa tygodnie cudów nie dokonam.
Jasne - zaburzenia zachowania to coś innego niż "złe wychowanie" ale ja ich także nie jestem w stanie skorygować! Ok, znam metody terapii, zajmuję się tym zresztą zawodowo i wiem, jakie mogą być z tego problemy ale podczas kolonii nie prowadzę zajęć czysto terapeutycznych (choć czasem wykorzystuję elementy) bo jest to czasowo niemożliwe!

A z Dominikiem tu się nie zgodzę że zabrakło chęci - wg mnie chęci były zbyt duże. Ktoś tu - powiem wprost - zgrzeszył pychą mówiąc, że poradzi sobie z każdym dzieckiem. Otóż ktoś, kto myśli że pozjadał wszelkie rozumy i zna sposób na każde dziecko - jeszcze ma daleką drogę przed sobą. Przyjęcie dziecka na kolonie, i to przedszkolaka z zaburzeniami zachowania musi być ŚWIADOMĄ DECYZJĄ drużynowego i komendanta. Co więcej - na to trzeba się solidnie przygotować - chociażby poprzez długą i szczerą rozmowę z rodzicami, a jeśli jest taka możliwość - także z wychowawcą grupy przedszkolnej czy klasy, dowiedzieć się w jakich sytuacjach dziecko robi się agresywne, co je uspokaja, kiedy czuje się bezpieczne itp. i - co najważniejsze - zaplanować zajęcia niejako "pod to dziecko" co nie jest najłatwiejsze oraz przygotować grupę tak by tego dziecka nie odrzucono a wręcz przeciwnie - by inne zuchy też dały wsparcie!

Bardzo często agresja rodzi się z braku poczucia bezpieczeństwa. A kolonia dla każdego dziecka może być czynnikiem stresogennym. Dodać do tego potem konflikty w grupie, brak "naturalnego obrońcy" jakim jest mama, tęsknotę i zaburzenia zachowania - to mieszanka wybuchowa, z którą tylko bardzo doświadczeni wychowawcy mogą sobie poradzić. Ale też niestety nie zawsze...

No i kwestia "wydalenia" dziecka z obozu...
Nigdy mi się to nie zdarzyło... ale kto wie, czy się nie zdarzy. Niemniej jednak, jeśli jest taka konieczność - taką sprawę trzeba bardzo delikatnie przeprowadzić, by dziecko nie odczuło tego jako "kary" za "bycie niegrzecznym". Najpierw ustalić strategię z rodzicami - nie na zasadzie skarg, zażaleń "na to ich potworne dziecko" ale spojrzeć od strony dziecka - ono sobie na koloniach nie radzi! To dla niego jest stres i on najbardziej na tym cierpi. I trzeba spokojnie, na osobności porozmawiać z delikwentem i powiedzieć wyraźnie - TO NIE JEST KARA!

Nie wiem, jak to było załatwione w Pani przypadku. Przykro mi, że dziecko przeżyło dodatkowy i niepotrzebny stres a i na pewno Pani też jest ciężko. Moim zdaniem - teraz trzeba zadać pytanie "Co dalej"? Wydaje mi się, że choć kolonie dawno minęły, najważniejsza jest kwestia dziecka - co ono czuje, jak podchodzi do tej sytuacji. Tu chyba Pani najważniejsza rola w tym momencie żeby z dzieckiem porozmawiać i powiedzieć w prostych słowach, że nie wyjechał za karę, że to po prostu jest kolonia dla starszych dzieci itp.

Pozdrawiam ciepło i z uśmiechem :)
Ostatnio zmieniony 27 sie 2008, 10:53 przez rumianek, łącznie zmieniany 1 raz.
Hej, ha! Szumi stary bór, a my za nim wtór chylimy kornie głowy
Niech do tańca huczą nam sowy i cały leśny dwór!

dominik jan domin
Stały bywalec
Posty: 1640
Rejestracja: 23 wrz 2004, 16:47
Lokalizacja: Klerycki Krąg Harcerski WICEK
Hufiec:
Chorągiew:
Kontakt:

Post autor: dominik jan domin » 02 wrz 2008, 15:11

Rumianku - jakiś czas temu Mądre Głowy zdecydowały, ze 6 lat to dobry wiek dla zucha. Uważałem inaczej, ale to tylko moja opinia. To dziecko miało 6,5 roku, więc teoretycznie...

Zdaje się, ze rozmowa była - nakreslone jest to w pierwszym liście. Może pycha, może niewiedza? Możliwe - przy przyjmowaniu dziecka. Dalej, w trakcie kolonii - narzuca się brak chęci, przynajmniej tak wynika z opisu... może nadal brak umiejętności - nie wiem.

PS. A ilu znacie takich "spokojniutkich, cichutkich" zuchów? Bo na moje tacy są, gdy śpią (i to nie zawsze). W pozostałych przypadkach to małe rozbrykane diabelstwa. I w sumie... BiPi twierdził, ze tacy chłopcy są właśnie... zdrowi.
phm. Dominik Jan Domin HR

Klerycki Krąg Harcerski WICEK im. bł. ks. phm. Stefana Wincentego Frelichowskiego
Hufiec ZHP Toruń

rumianek
Stały bywalec
Posty: 332
Rejestracja: 23 cze 2003, 19:36
Lokalizacja: Bractwo Tajemnic OIKONIP
Hufiec:
Chorągiew:

Post autor: rumianek » 21 wrz 2008, 08:43

Dominik - tak, masz rację :) "Zdrowy chłopiec" to żywy, rozbrykany dzieciak :) Ale - jeśli Mamę dobrze zrozumiałam - to konkretne dziecko miało problemy większe niż reszta i jego mama uczciwie ostrzegła o tym kadrę.

6 lat to za mało? Wg mnie - na kolonie tak, na zbiórki - niekoniecznie. Obecnie na zbiórkach mam nawet pięciolatki i to są fajne małe bystrzachy, na zbiórkach radzą sobie naprawdę bardzo dobrze. Niemniej jednak nie odważę się ich wziąć na kolonie bo to już zupełnie inna bajka!
Hej, ha! Szumi stary bór, a my za nim wtór chylimy kornie głowy
Niech do tańca huczą nam sowy i cały leśny dwór!

ODPOWIEDZ
nowoczesne kuchnie warszawa

Wróć do „Zuchy”