Jak wrażenia po zlocie?

forum III Ogólnopolskiego Zlotu Drużynowych<br />20-23.08.09 r.<br />
zlotdruzynowych.zhp.pl
ODPOWIEDZ
MYCHAS
Stały bywalec
Posty: 494
Rejestracja: 30 gru 2003, 14:26
Lokalizacja: Gdańsk - Orneta - Lidzbark War
Hufiec:
Chorągiew:
Kontakt:

Post autor: MYCHAS » 26 sie 2009, 11:48

a mi się wydaje że forum służy do dyskusji, a nie zamieszczania skarg i wniosków, chyba że to ma być jak fakt - można kogoś obgadać gratis bez możliwości obrony tej osoby:)


A teraz co mi się nie podobało:
1. Musztra i umundurowanie u drużynowych leży.
2. Zostawianie po sobie nieporządku to chyba oznaka funkcyjna drużynowych.
3. "zabójcze" teksty typu
- Druhu nie ma papieru w Toikach
- Druhno papier trzeba sobie zapewnić samemu
- No jak to w informatorze nie było napisane że trzeba zabrać
:))

- Druhu nie ma wody tak nie może być ja pójdę do pierwszego (sekretarza).

:))

-Druhu czy może druh pookładać swoje rzeczy na stole?
- A po co przecież nikt tu porządku sprawdzać nie będzie!



4. Kąpiel o 12 w nocy.
5. Przesiadywanie w namiotach pół dnia przez patrole.
6. Częsty brak umiejętności zorganizowania sobie czasu i pomyślunku nad usprawnieniem i ułatwieniem sobie życia i innym oraz wszechobecne narzekanie niektórych na wszystko.
Ostatnio zmieniony 26 sie 2009, 11:54 przez MYCHAS, łącznie zmieniany 1 raz.
Tymczasem długi trzeba spłacać, depozyty przekazać innym. Może nikt im tego nie powiedział?&#8221;
S t e f a n M i r o w s k i &#8222; S p ł a c i ć d ł u g &#8221;
www.orneta.zhp.pl

hm. Michał Ludkiewicz
Chorągiew Warmińsko - Mazurska

Kochoś90
Nowicjusz
Posty: 1
Rejestracja: 26 sie 2009, 18:54
Lokalizacja: 11 NDH PŁOMIENIE; 111 ŻDW CIRE
Hufiec:
Chorągiew:
Kontakt:

Post autor: Kochoś90 » 26 sie 2009, 19:03

Witam!!!
Ja jestem bardzo zadowolony ze zlotu i całej obsługi.
Było kilka niedociągnięć, ale pozytywy przewyższają ;)
Wielkie dzięki za wszystko i do zobaczenia w Krakowie

Pozdrowienia z Gdańska (dokładniej z Żuław)
pwd. Łukasz Kochowski
Drużynowy 11 Nowodworskiej Drużyny Harcerskiej "PŁOMIENIE"
Drużynowy 111 Żuławskiej Drużyny Wędrowniczej "CIREJL"
_______________________________________________________
"Nie czyń skautingu zbyt łatwym, stawiaj sobie wyzwania" JP II

StaryWilk
Stały bywalec
Posty: 2830
Rejestracja: 28 lut 2003, 13:47
Lokalizacja: Biały Szczep
Hufiec:
Chorągiew:
Kontakt:

Post autor: StaryWilk » 26 sie 2009, 19:53

Drogiej "konkurencji" ( ja na LAS-ie i Zlocie Haemów "wyrabiałem" w kadrze ;) ) muszę powiedzieć, że uderzyło mnie jedno w tegorocznym Zlocie Drużynowych - prawdziwie spontaniczna radość i zadowolenie uczestników, może zabrakło ognisk, takich kameralnych, ale to był problem suchego lasu i formalnych protestów "zielonych" . To był problem - tuptaliśmy LAS-em przez ...LAS chyba 3 km, na trzy ogniska "na rozstajach dróg w Piątek, fajnie - sooper było ! I jeszcze jedno ani mnie nie martwi ganianie bez mundurów, lepiej w koszulkach niż w "dekompletach" , ani też i zabawa zamiast zbiórek, i ćwiczenia musztry. Pewne minimum, jednolite i znane tak, ale MINIMUM !
Jednego nie daruję ryczącej syreny na którymś z biwaków i przeginania przy basenie po nocy. To było kiepskie !
Chodziłem sobie popatrując po zajęciach - warsztatach. Znakomite, niektóre lepsze niż na Jambo w Holland Park. Mnie się ta formuła podoba. Szlifu wymagają szczegóły.

Issssskra
Nowicjusz
Posty: 4
Rejestracja: 12 maja 2009, 18:05
Lokalizacja: 5 DW "Granaty"
Hufiec:
Chorągiew:

Post autor: Issssskra » 27 sie 2009, 13:23

Witam
Na początku napiszę, iż był to mój drugi zlot i oceniam go jako lepszy od IIOZD.

Po zlocie jestem wypoczęta z nową energią i nowymi pomysłami a o to przecież miało chodzić. Celem zlotu miało być podziękowanie nam (czyli drużynowym) i ja się świetnie bawiłam (bo w całorocznej pracy instruktorskiej mam mało takich chwil).

Bardzo podobały mi się zajęcia, które były bardzo ciekawe (może dlatego że zapisywałam się na nie bardzo wcześnie i udało mi się zapisać na naprawdę jedne z lepszych zajęć). Podobały mi się atrakcje które kadra przygotowała nam na wieczory, oraz kawiarenki (i tu podziękowania dla ludzi którzy ciężko pracowali na to aby nam dogodzić ). Atmosfera która panowała w biwakach (a muszę wspomnieć że byłam w biwaku ZIELONYM) powalała mnie i gdy tylko przekraczałam bramę biwaku od razu chciało się uśmiechać (&#8222;Czy w porzo panu dzionek leci?&#8221;). Dziękuję za to zielonym bo wymiatacie!.

Oczywiście zdarzały wpadki. Takie jak lodowata woda, brak papieru toaletowego, brak informacji &#8222;to co teraz ma być?&#8221; ale przecież jesteśmy drużynowymi i ja bardzo szybko sobie z tym radziłam :P.

Spotkanie z VIPami&#8230;dobrze wszyscy wiemy, że takie wydarzenie musiało się odbyć.
To również dobry czas na to by pokazać co my tu robimy, kim jesteśmy i czego od VIPów oczekujemy. A tu co?...pod sceną była tylko garstka drużynowych.

Ognisko&#8230;no ubaw był po pachy. Ale tego się spodziewać było trzeba i nie zawiódł nas nikt. Ale kto chciał to się dobrze bawił.

Na apelu mnie nie było (jakoś musiałam wrócić do domu), ale wierzę, iż było to wielkie rozczarowanie, bo na IIOZD podczas apelu myślałam, że skonę (dlatego nie płakałam za bardzo gdy w perspektywie było ominięcie tego przedsięwzięcia).

Ogólnie wyniosłam ze zlotu masę wrażeń i świetnych chwil (no i rewelacyjną wyprawkę). Cieszę się, że trafiłam do biwaku zielonego i pozdrawiam Was bardzo serdecznie :) (druha czterookiego również :P)

Czuwaj!

bp
phm Barbara Podolak
drużynowa /członek Komendy Hufca Cz-Dz
Hufiec Czechowice-Dziedzice
Chorągiew Śląska

a.wodzynska
Użytkownik
Posty: 81
Rejestracja: 22 lut 2003, 19:44
Lokalizacja: XXIX ŁDW
Hufiec:
Chorągiew:

Post autor: a.wodzynska » 27 sie 2009, 18:13

Serdecznie dziękuję za opinie wszelkie, będę wdzięczna za jeszcze :)
hm. Aleksandra Wodzyńska

OlaN
Nowicjusz
Posty: 3
Rejestracja: 25 sie 2009, 11:30
Lokalizacja: 96AKDH Połoniny
Hufiec:
Chorągiew:

Post autor: OlaN » 28 sie 2009, 19:26

Druhowie z calym szacunkiem czy naprawde uwazacie ze ten poczet wygladal tak jak powinien? Ja jestem pewna, ze stac was na wiecej i uwazam rowniez ze dalsze rozwijanie tego watku jest zupelnie bezcelowe... Pozdrawiam

Rafał Łoziński
Użytkownik
Posty: 101
Rejestracja: 30 mar 2006, 18:42
Lokalizacja: WATRA WROCŁAW
Hufiec:
Chorągiew:
Kontakt:

Post autor: Rafał Łoziński » 29 sie 2009, 14:24

StaryWilk pisze:
inczuczuna pisze:Byliśmy na tym samym zlocie? Oto moje refleksje:

..... Do tego niektóre zajęcia można porównać do nauki rozpalania ogniska bez drewna, zapałek i ruszania się zza biurka.
Wielki Wodzu Inczuczuna !
Rozpalania ogniska bez drewna, zapałek i ruszania się zza biurka uczyliśmy na warsztatach Puszczańskich na LAS-e / za płotem :D / z duzym powodzeniem, efektywnie i skutecznie !
A harcerzy, którzy rozpalali jedno z sobotnich wieczornych ognisk zapraszam do siebie na warsztaty rozniecania ognia. Chłopaki, potrzebujecie zajęć wyrównawczych - korepetycji, bo 15 minutowa próba rozniecania ognia to jak na harcerza stosunkowo za długo. Chociaż obserwując poziom tego co działo się w trakcie LASU i ZD nic już nie jest mnie w stanie zaskoczyć.

Nota bene. Dlaczego w dzisiejszych czasach nie ma już pięknej idei harcerskiej warty, która zastępowana jest jakimś kuriozum w postaci "harcerskich krawężników", "harcerzomilicji" "harcerzo-Ormo" niekiedy agresywnych i opryskliwych dryblasów, którym ambicja nie pozwala rozejrzeć się po za klapki na oczętach. Całe szczęście, że nie noszą pałek, paralizatorów i broni palnej. Chociaż prawdę mówiąc obserwując postharcerski kołchoz, tego typu estetyka doskonale wpisuje się w tło kiczu i tandety spod znaku nowoczesnego harcerstwa - koncertowych huków, świateł, straganów, bufetów, snopowiązałki i całej pozostałej szmiry.
"Lisy mają nory i ptaki powietrzne - gniazda, lecz Syn Człowieczy nie ma miejsca, gdzie by głowę mógł oprzeć" (Mt 8, 9-20)

http://www.puszczanstwo.pl

Anusiak
Nowicjusz
Posty: 22
Rejestracja: 29 sie 2009, 16:56
Lokalizacja: 14 ODH "Pomarańczarnia"
Hufiec:
Chorągiew:
Kontakt:

Post autor: Anusiak » 29 sie 2009, 17:55

Czuwaj! Na wstępie chciałabym serdecznie pozdrowić wszystkich, z którymi miałam przyjemność zetknąć się na Zlocie:) Przyjemność niebywałą, bo każdy, z kim miałam okazję zamienić słowko, a gdy los był łaskawszy nawet kilka, wniósł coś wartościowego we mnie. Wracam ze Zlotu z pozytywnym nastawieniem do życia - nie tylko tego harcerskiego, bo wiele zajęć nie było związanych bezpośrednio z technikami harcerskimi itp., a pozwalały nam (przynajmniej mnie) rozwinąć się:)

Zapisy przez internet miały pozytywne i negatywne strony... niestety są wakacje i nie wszyscy mieli dostęp do internetu na tyle, by na bieżąco sprawdzać, czy już można się zapisac.

Szczególnie miło wspominam zajęcia z zabawy przedmiotem, gimnastyki buzi i języka(po dziś dzień wykonuję codziennie ćwiczenia), zajęcia z negocjacji(przypomniały mi, ile mam w sobie zacięcia w dyskusjach)... no mogłabym tak jeszcze długo wymieniać:pp

Niestety nie miałam tego szczęścia trafić na biwak zielony, czy żółty, bo u nas, granatowych, mało było integracji wewnątrzbiwakowej, jednak byliśmy sporą grupą z hufca i zorganizowaliśmy się sami w sobie:)<Opoczno poradzi sobie w każdej sytuacji i warunkach>
Ogromnie spodobało mi się to, że w pewnej chwili, jakoś tak po drodze wyszło, że rozmawialiśmy z dh. Komendantką Zlotu oraz dh. Programową. Tak po prostu, bez względu na funkcję, zwyczajnie, po bratersku:)) Duży plus dla druhenek, że się nie zamykały na nas - zwykłych uczestników:))

Miejsce zlotu- super:) Nic dodać, nic ująć.

Dobrze, że nie trzeba było cały czas chodzić w mundurach - byłyby pod koniec w ciężkim stanie. Szkoda, że moje oczy widziały mnóstwo pseudo-umundurowanych zlotowiczów:( Najbardziej boli to, że to byli drużynowi, przyboczni, ludzie, którzy mają dawać przykład swoim harcerzom. A musztra leży i kwiczy:/ To był dla mnie szok... żyłam w przeświadczeniu, że im "wyżej" tym cały ten ceremoniał i regulaminy są przestrzegane - jednak doświadczyłam lodowatego kubła wody na głowie... (żeby nie być gołosłowną to chociażby: "ustawcie się tutaj", "możecie się rozejść", "stan zgodny sprawdzony" <o zgrozo!>). Ognisko... cóż, zaczęło się obrzędowo - choć też nie do końca, bo nie wszyscy wstali śpiewając "Płonie ognisko", a nawet jeżeli w niektórych środowiskach nie praktykuje się tego, to jeżeli tak postępuje prowadzący ognisko, należy go naśladować:), bo to było ognisko zlotowe, a nie zamkniętego środowiska:) Swoją drogą wieelka szkoda, że na przygotowanie się do ogniska mieliśmy 3 minuty:(
Nie będę narzekać na brak papieru w "tojkach", bo doświadczenie nauczyło mnie, żeby mieć swój papier i nie ma problemu:) Napomknę tylko, że brak wody do umycia rąk po wyjściu z toalety był... niehigieniczny;pp Ale zaradny harcerz poradzi sobie i z tym, zaopatrując się w "mokre" chusteczki, takie do pupci niemowlaczka - świetna sprawa:) Podobało mi się, że była do wypełnienia ankieta, bo była dośc szczegółowa( czasem za bardzo) i mocno wierzę w to, że coś z niej wyniknie:p
Szkoda, że piosenkę zlotową zaspiewaliśmy tylko raz:( Brakowalo mi jej na ognisku...
Ogromnym plusem były stoiska WGL, 4żywioły, Miran. Szczególnie WGL - bardzo sympatyczny, służący radą i pomocą w zakupach druh:)
Dziękuję bardzo pięknie i serdecznie wszystkim, którzy przyczynili się do organizacji Zlotu - kupa pracy, często niewidzialnej- że jakos to wszystko złożyliście w całość:) A impreza na najwyższym szczeblu:))

A teraz krótko w odniesieniu do postu powyżej - osobiście znałam dużą część druhów i druhen z HSP i ja się czuję urażona nazywaniem tego postharcerskim kołchozem. Wiem, ile pracy włożyli w służbę. Najgorsze jest to, że ich dobra praca czyli panujący porządek jest niedostrzegany... a jeśli gdzieś jest bałagan, to od razu, że HSP się obija. I oczywiście ja sie bardzo cieszę, że pilnowaniem obozowiska i sprzętu zajmowało się HSP, a uczestnicy nie musieli wystawiać wart - bo to by się wiązało z opuszczeniem jakiś zajęć lub nieprzespaniem nocy. Po coś drużyny mają specjalności, prawda?:) A idea harcerskieh warty jest - tam, gdzie jej miejsce, na obozach harcerskich:) oraz podczas ważnych uroczystości państwowych i kościelnych.

Tym, którzy doczytali do końca - gratuluję wytrwałości i dziękuję za poświęconą mi w ten sposób uwagę:)
Ostatnio zmieniony 29 sie 2009, 17:57 przez Anusiak, łącznie zmieniany 1 raz.
Usuń ze swojego słownika słowo "problem" i zastąp słowem "wyzwanie".

sikor
Stały bywalec
Posty: 3461
Rejestracja: 13 sty 2004, 17:56
imię i nazwisko: Janusz Sikorski
stopień instruktorski: hm
stopień harcerski: HR
Lokalizacja: Polska
Hufiec: Ziemi Tyskiej
Chorągiew: Śląska
organizacja: ZHP
Kontakt:

Post autor: sikor » 29 sie 2009, 19:58

Anusiak pisze:A teraz krótko w odniesieniu do postu powyżej - osobiście znałam dużą część druhów i druhen z HSP i ja się czuję urażona nazywaniem tego postharcerskim kołchozem. Wiem, ile pracy włożyli w służbę.
Chyba nie do końca zrozumiałaś to co zostało napisane powyżej. Mieszasz 2 różne sprawy. To że ZD został nazwany przez Rafała postharcerskim kołchozem nie ma wiele wspólnego z HSP. Sposób "zabezpieczania tego typu imprez jest tylko jednym ze składników całości powodujących takie a nie inne określenie tego ZD. Widzisz... Chodzi o to jakie funkcje spełnia dana impreza. Według niektórych ludzi (w tym według mnie) ZLOT w formie w jakiej się odbył był w znacznym stopniu STRATĄ CZASU. Dlatego w tym nie uczestniczyłem. Oczywiście nie mam patentu na rację i jak pokazuje praktyka, wielu ludziom właśnie takiego zlotu było trzeba. Pewnie to wynika z różnicy wieku. Ja w harcerstwie nie szukam zabawy. Liczy się służba a harcerstwo jest GRĄ. Niemniej mamy zdecydowaną większość młodych drużynowych dla których zabawa jest istotnym składnikiem harcerstwa, a więc i zlot jest dla nich a nie dla mnie. Sądzę że również Rafał nie szuka w harcerstwie zabawy... Niestety tak się złożyło, że ZD został zorganizowany W FATALNYM MIEJSCU. Dlaczego fatalnym ? Ano oczywiście właśnie ze względu na przyjętą funkcję ZD i oczekiwaniu znacznej części uczestników zabawy mającej być podziękowaniem za ciężką służbę na funkcji drużynowego w zestawieniu z metodą harcerską. A co tu ma do rzeczy MH ? Hmm poszukajcie sobie w cechach i odpowiedźcie sobie na pytanie czy estrada, nagłośnienie, zespoły i wogóle taki hałas powinien mieś miejsce w lesie? Jesli forma ZD ma być taka to powinny się one odbywać w miejscu naturalnym dla takich zachowań. Skutek był taki że wszystko co żyło w pobliżu zostało przepłoszone z kretesem. Zaiste harcerskie postępowanie. A może raczej właśnie postharcersko - kołochozowe ? To tylko jeden argument przeciw. Dalej nie będę sie rozpisywał bo i tak jest za długo. Napiszę krótko że według niektórych ludzi ZD powinien mieć formę harcerska służącą kreowaniu druzynowego. Zarówno pod względem ładowania jego "worka z tworzywem" jak i również a może przede wszystkim formowania ducha (nie mylić proszę z religią) A tego koncertem czy kabaratem raczej nie osiągniemy. No chyba że beach party coś zmieni. Taki streaptease np. może baaardzo uduchawiać jeśli zestawi się go z cichym, smutnym, wymarłym wręcz lasem o poranku. W którym zamiast porannej krzątaniny ptasiego bractwa panuje martwa przygnębiająca cisza... No tak ale o czym ja piszę :/
Anusiak pisze:A idea harcerskieh warty jest - tam, gdzie jej miejsce, na obozach harcerskich:) oraz podczas ważnych uroczystości państwowych i kościelnych.
Taaaaa....
Tylko Widzisz, są tacy którzy w każdej czynności harcerskiej upatrują możliwości oddziaływania wychowawczego i gry. Bo harcerstwo tym właśnie rózni się od nieharcerstwa, że jest grą a nie zwykłą zabawą. A praca w zastępach, służba i inne głupoty są jak widac drużynowym niepotrzebne, przecież to świetnie w ZHP nam funkcjonuje.
hm. Janusz Sikorski HR
Redaktor Naczelny czasopisma "Harcerz Rzeczypospolitej"
lesni.pl hr.bci.pl
Przewodniczący ŚKPW

StaryWilk
Stały bywalec
Posty: 2830
Rejestracja: 28 lut 2003, 13:47
Lokalizacja: Biały Szczep
Hufiec:
Chorągiew:
Kontakt:

Post autor: StaryWilk » 29 sie 2009, 21:33

A mnie się właśnie Druhny i Druhowie z HSP bardzo podobali i wcale się z Rafałem nie zgadzam. Osobiście pochwaliłem Druha, który nocą w Piątek, po Ognisku-LAS-u poprosił Druhnę Naczelniczkę o.....identyfikator. Była w kurtce i było ciemno. A skoro Kadra takowe identyfikatory miała, to Druhnie Naczelniczce trzeba było takowy wydać - i już :D

Rafal
Stały bywalec
Posty: 1026
Rejestracja: 07 sty 2003, 16:47
Hufiec:
Chorągiew:
Kontakt:

Post autor: Rafal » 29 sie 2009, 22:27

StaryWilk pisze:A skoro Kadra takowe identyfikatory miała, to Druhnie Naczelniczce trzeba było takowy wydać - i już :D
Trochę OT. Wilku, zgodnie z obowiązującą od dwóch kadencji nomenklaturą:

Druhnie Naczelnikowi!

Rafał
Hufiec ZHP Radom - miasto
Centrum Wychowania Morskiego ZHP w Gdyni

Marek Balon
Nowicjusz
Posty: 6
Rejestracja: 23 sie 2009, 19:21
Hufiec:
Chorągiew:

Post autor: Marek Balon » 29 sie 2009, 23:52

sikor pisze:Według niektórych ludzi (w tym według mnie) ZLOT w formie w jakiej się odbył był w znacznym stopniu STRATĄ CZASU. Dlatego w tym nie uczestniczyłem. Oczywiście nie mam patentu na rację i jak pokazuje praktyka, wielu ludziom właśnie takiego zlotu było trzeba. Pewnie to wynika z różnicy wieku.
Z ogromnym prawdopodobieństwem wynika to z różnicy wieku - drużynowym powinien być młody instruktor. Młody, dzięki temu mający dobry kontakt z podopiecznymi - ale też, nie ukrywajmy odczuwający (jeszcze) chęć zabawy. Bo kiedy się bawić, jesli nie będąc młodym?
Moim zdaniem, starsi instruktorzy powinni piastować wyższe funkcje, jesli tak nie jest, to może świadczyć o tym, że albo później zaczęli, albo się nie rozwijają (instruktorsko) - bądź czynią to powoli z braku przestrzeni (nowych wyzwań, funkcji), albo nie umieją wychować następcy i siedzą na tej samej funkcji.
Więc nie dziwię się, że dla Ciebie byłby stratą czasu, skoro powinieneś być na LASie lub gdzieś indziej, gdzie gromadzą się starsi instruktorzy.

Ale myślę, że ten zlot był potrzebny nie tylko jako forma zabawy czy odpoczynku - był forum wymiany pomysłów, doświadczeń, kontaktów. Nieczęsto jest to możliwe i osiągalne dla młodych drużynowych. I koncerty, kawiarenki i zaproponowane (raczej luźne) zajęcia - są do tego bardzo dobre. Znacznie lepsze niż zajęcia kształceniowe - od tego są kursy i warsztaty.
sikor pisze:Niestety tak się złożyło, że ZD został zorganizowany W FATALNYM MIEJSCU. Dlaczego fatalnym ? Ano oczywiście właśnie ze względu na przyjętą funkcję ZD i oczekiwaniu znacznej części uczestników zabawy mającej być podziękowaniem za ciężką służbę na funkcji drużynowego w zestawieniu z metodą harcerską. A co tu ma do rzeczy MH ? Hmm poszukajcie sobie w cechach i odpowiedźcie sobie na pytanie czy estrada, nagłośnienie, zespoły i wogóle taki hałas powinien mieś miejsce w lesie? Jesli forma ZD ma być taka to powinny się one odbywać w miejscu naturalnym dla takich zachowań. Skutek był taki że wszystko co żyło w pobliżu zostało przepłoszone z kretesem. Zaiste harcerskie postępowanie. A może raczej właśnie postharcersko - kołochozowe ?
Myślę, że Twoje pojęcie dot. naturalności lub jej braku jest dosyć anachroniczne. Gdybyś pojechał na chociaż jeden zlot skautowy na zachód to zmieniłbyś zdanie. Tam formy typu koncert, kabarety są normalnością i cieszę się, że ten zlot był krokiem w stronę nowoczesności - że rozpoczął się koncertem, a nie apelem. Oczywiście niektóre znaki są ważne, więc nie zabrakło piosenki czy wciągnięcia flag. Moim zdaniem w sam raz.

Zlot został zorganizowany w bardzo dobrym miejscu, lokalizacja w środku Polski, w miejscu gdzie tak masowa impreza nie przeszkadza zbytnio innym mieszkańcom, gdzie można się spokojnie zaszyć we własnym harcerskim gronie.
Nie wiem co masz na myśli pod pojęciem "wszystko co żyło" - jeśli mieszkańców Małecza - to nigdzie się nie dali przepłoszyć. Jesli jakieś zwierzęta - to chyba nic im nie zaszkodzi bardziej niż pobliska linia kolejowa, która robi wcale nie mniejszy hałas, tylko po 2 stronie lasu.
Ja też nie mam monopolu na rację, ale zapewne to, co ja nazywam postępem w ZHP Ty nazwiesz posharcerstwem ;)
sikor pisze:Napiszę krótko że według niektórych ludzi ZD powinien mieć formę harcerska służącą kreowaniu druzynowego. Zarówno pod względem ładowania jego "worka z tworzywem" jak i również a może przede wszystkim formowania ducha (nie mylić proszę z religią) A tego koncertem czy kabaratem raczej nie osiągniemy. No chyba że beach party coś zmieni. Taki streaptease np. może baaardzo uduchawiać jeśli zestawi się go z cichym, smutnym, wymarłym wręcz lasem o poranku. W którym zamiast porannej krzątaniny ptasiego bractwa panuje martwa przygnębiająca cisza... No tak ale o czym ja piszę :/
Myślę, że te rzeczy o których mówisz są bardzo ważne, ale niekoniecznie muszą być realizowane na OZD. Jest dużo innych form mogących wspierać kreowanie drużynowego i formowanie ducha.
Ten zlot z założenia miał inne cele i je spełnił.

P.S. Jesteś biologiem/ekologiem że aż tak przeżywasz ten leśny aspekt? Bo ja jakoś totalnie nie zwróciłem na to uwagi. Jeśli nawet nasze koncerty miały wpływ na tą zwierzynę większy niż linia kolejowa, to ona nie wyginęła tylko pewnie poszła gdzieś dalej i tam może cieszyć uszy osób formujących ducha ptaków śpiewem.
sikor pisze:Taaaaa....
Tylko Widzisz, są tacy którzy w każdej czynności harcerskiej upatrują możliwości oddziaływania wychowawczego i gry. Bo harcerstwo tym właśnie rózni się od nieharcerstwa, że jest grą a nie zwykłą zabawą. A praca w zastępach, służba i inne głupoty są jak widac drużynowym niepotrzebne, przecież to świetnie w ZHP nam funkcjonuje.
A są tacy, którzy dostrzegają możliwości odziaływania wychowawczego nie tylko poprzez system małych grup i służbę ;) Może troszkę więcej różnorodności i otwarcia? MH ma jeszcze kilka innych cech: pośredniość, wzajemność odziaływań, świadomość celów, pozytywność..

Aha, oczywiście to wszystko są moje poglądy i proszę nie traktować tego jako jakiś atak;) Pozdrawiam! :)
phm. Marek Balon
Komendant Szczepu Orogen im. Mieczysława Karłowicza
Hufiec Kraków - Nowa Huta

dokumenty
Stały bywalec
Posty: 1551
Rejestracja: 27 maja 2002, 10:23
imię i nazwisko: Czesław Przybytek
stopień instruktorski: hm
stopień harcerski: HR
Lokalizacja: Krakowska 19 Lotnicza
Hufiec: Kraków-Krowodrza
Chorągiew: Krakowska
organizacja: ZHP
Kontakt:

Post autor: dokumenty » 30 sie 2009, 07:37

Rafal pisze:
StaryWilk pisze:A skoro Kadra takowe identyfikatory miała, to Druhnie Naczelniczce trzeba było takowy wydać - i już :D
Trochę OT. Wilku, zgodnie z obowiązującą od dwóch kadencji nomenklaturą:

Druhnie Naczelnikowi!

Rafał
Mylisz się Rafale.
Niezgodnie.

Bo zgodnie byłoby:

" ... Druhnie Naczelnik ..."
hm. Czesław Przybytek HR
tel.kom. 519-160-185

sikor
Stały bywalec
Posty: 3461
Rejestracja: 13 sty 2004, 17:56
imię i nazwisko: Janusz Sikorski
stopień instruktorski: hm
stopień harcerski: HR
Lokalizacja: Polska
Hufiec: Ziemi Tyskiej
Chorągiew: Śląska
organizacja: ZHP
Kontakt:

Post autor: sikor » 30 sie 2009, 07:38

Marek Balon pisze:Z ogromnym prawdopodobieństwem wynika to z różnicy wieku - drużynowym powinien być młody instruktor. Młody, dzięki temu mający dobry kontakt z podopiecznymi - ale też, nie ukrywajmy odczuwający (jeszcze) chęć zabawy. Bo kiedy się bawić, jesli nie będąc młodym?
Drużynowym powinien być instruktor harcerski, człowiek znający MH i umiejętnie ją stosujący. Co do kontaktu z podopiecznymi to myślę, że mam dobry. Znacznie lepszy niż wielu młodych drużynowych. właszcza tych którzy ni w ząb nie trybią MH i zasad nią rządzących przez co działają zastępodrużyną. Od wspólnej zabawy JEST ZASTęP i i ZASTęPOWY. A właściwie w harcerstwie wogóle nie ma zabawy. Jest gra.
Marek Balon pisze:Moim zdaniem, starsi instruktorzy powinni piastować wyższe funkcje, jesli tak nie jest, to może świadczyć o tym, że albo później zaczęli, albo się nie rozwijają (instruktorsko) - bądź czynią to powoli z braku przestrzeni (nowych wyzwań, funkcji), albo nie umieją wychować następcy i siedzą na tej samej funkcji.
A może to też świadczyć o tym, że ci starsi instruktorzy widzą się właśnie na funkcji drużynowego? Bynajmniej nie dlatego, że nie mają komu oddać swojej drużyny, ani dlatego, że się nie rozwijają (chociaż moim zdaniem tak średnio rozumiesz rozwój instruktorski jeśli łączysz go z piastowaniem coraz wyższych funkcji.) Ot są tacy którzy uznają, że funkcją wychowawczą w organizacji harcerskiej jest właśnie funkcja drużynowego i nie bardzo chcą pełnić inne funkcje. A rozwój instruktorski rozumieją jako ciągłe ulepszanie zrozumienia MH i powiększanie możliwości oddziaływania na młodych ludzi z jej wykorzystaniem.
Marek Balon pisze:Więc nie dziwię się, że dla Ciebie byłby stratą czasu, skoro powinieneś być na LASie lub gdzieś indziej, gdzie gromadzą się starsi instruktorzy.
Jeśli sprawdzisz wśród kadry LAS-u to pewnie mnie tam znajdziesz
Marek Balon pisze:Ale myślę, że ten zlot był potrzebny nie tylko jako forma zabawy czy odpoczynku - był forum wymiany pomysłów, doświadczeń, kontaktów. Nieczęsto jest to możliwe i osiągalne dla młodych drużynowych. I koncerty, kawiarenki i zaproponowane (raczej luźne) zajęcia - są do tego bardzo dobre. Znacznie lepsze niż zajęcia kształceniowe - od tego są kursy i warsztaty.
Bla bla bla bla.

Zajęcia kształceniowe... A jakie zajęcia dla wychowawców w harcerskiej organizacji wychowawczej (zobacz sobie na misję i cele ZHP) nie są zajęciami kształceniowymi ? Jeśli forum wymiany pomysłów, doświadczeń czy kontaktów nie jest, to... szkoda słów po prostu. Widzisz, kształtuje nas wszystko. I może kształcić w dobrą stronę, a może w złą. Może kształcić mocno, na całe zycie, a może płytko powierzchownie i mało wydajnie...
To co właśnie powyżej napisałes świadczy jedynie o skostnieniu kształcenia w ZHP. Bo takie rozdzielanie, to po prostu porażka. Mamy kształcenie oficjalne, czyli takie które trzeba przejść i to prawdziwie harcerskie czyli takie "poza obiegiem" gdzie wszyscy uczestnicy mogą się dobrze bawić. W organizacji harcerskiej to jakaś paranoja i tyle.

Marek Balon pisze:Myślę, że Twoje pojęcie dot. naturalności lub jej braku jest dosyć anachroniczne. Gdybyś pojechał na chociaż jeden zlot skautowy na zachód to zmieniłbyś zdanie. Tam formy typu koncert, kabarety są normalnością i cieszę się, że ten zlot był krokiem w stronę nowoczesności - że rozpoczął się koncertem, a nie apelem. Oczywiście niektóre znaki są ważne, więc nie zabrakło piosenki czy wciągnięcia flag. Moim zdaniem w sam raz.
No i najwyraźniej nie zrozumiałeś ani słowa z tego co napisałem nt. naturalności. Czy ja napisałem, że koncert jest nienaturalny ? Czy też, że miejsce tego koncertu było nienaturalne? Moim zdaniem koncertów tego typu w lesie się nie urządza. Od tego sa inne, bardziej naturalne miejsca.
Marek Balon pisze:Zlot został zorganizowany w bardzo dobrym miejscu, lokalizacja w środku Polski, w miejscu gdzie tak masowa impreza nie przeszkadza zbytnio innym mieszkańcom, gdzie można się spokojnie zaszyć we własnym harcerskim gronie.
Jesli nazywasz "zaszyciem się" te dzikie hałasy to fakt... Zaszyliśmy się...
Marek Balon pisze:Nie wiem co masz na myśli pod pojęciem "wszystko co żyło" - jeśli mieszkańców Małecza - to nigdzie się nie dali przepłoszyć. Jesli jakieś zwierzęta - to chyba nic im nie zaszkodzi bardziej niż pobliska linia kolejowa, która robi wcale nie mniejszy hałas, tylko po 2 stronie lasu.
Miałem na myśli właśnie wszystko co żyło. Mieszkańców najmniej bo to z reguły rozumne istoty a więc rozumieją swoje korzyści płynące z naszej tam bytności. Coś za coś. Natomiast ze zwierzętami gorzej. I wbrew pozorom szkodzimy im bardziej, dużo bardziej niż linia kolejowa która tam jest od dawna i stała się elementem ekosystemu.
Marek Balon pisze:Myślę, że te rzeczy o których mówisz są bardzo ważne, ale niekoniecznie muszą być realizowane na OZD. Jest dużo innych form mogących wspierać kreowanie drużynowego i formowanie ducha.
Ten zlot z założenia miał inne cele i je spełnił.
No cóż, z tym osiąganiem celów i ich spełnianiem to jest różnie. Bo zależy z której strony się na to spojrzy. Oczywiście należy sobie jeszcze postawić pytanie czy cele były właściwie zformułowane... Ale to inna bajka.
Marek Balon pisze:P.S. Jesteś biologiem/ekologiem że aż tak przeżywasz ten leśny aspekt?
Tak, staram się być ekologiem, jak każdy harcerz (vide - prawo harcerskie).

Marek Balon pisze:Bo ja jakoś totalnie nie zwróciłem na to uwagi. Jeśli nawet nasze koncerty miały wpływ na tą zwierzynę większy niż linia kolejowa, to ona nie wyginęła tylko pewnie poszła gdzieś dalej i tam może cieszyć uszy osób formujących ducha ptaków śpiewem.
Ale ten Bi-Pi był głupi, pisząc "Scouting for boys" Nie wiem po co dał podtytuł. Przecież i tak tego nikt nie czyta. I taka jak znajomośc tegoż właśnie tytułu, jest aktualna znajomość MH. Krótka i powierzchowna. I dokładnie tak są kształceni drużynowi, krótko i powierzchownie, i tak samo w większości pełnią swoją funkcję, krótko i powierzchownie... No ale jak ma być inaczej jeśli rozwój instruktorski to "ciągłe pnięcie się wzwyż" Tylko czego ??? Na górę poznania czy w hierarchi organizacyjnej ?

Marek Balon pisze:A są tacy, którzy dostrzegają możliwości odziaływania wychowawczego nie tylko poprzez system małych grup i służbę ;) Może troszkę więcej różnorodności i otwarcia? MH ma jeszcze kilka innych cech: pośredniość, wzajemność odziaływań, świadomość celów, pozytywność..
O rany Julek...

Jak sobie kupisz koło i będziesz go niósł to będzie to tym samym czym jest jazda samochodem ???

Metoda Harcerska pozostaje sobą jeśli ja stosujesz w całości a nie wybierając poszczególne formy czy elementy. I proszę nie nazywaj kastrowania metody harcerskiej nowoczesnością i otwarciem. Bo otwarci jesteśmy na nowe formy a nie na wykrzywianie metody.

Aha, oczywiście to wszystko są moje poglądy i proszę nie traktować tego jako jakiś atak;) Pozdrawiam! :)

Ps.
Nie wiem ile koncertów i jakich grup zorganizowałeś wraz ze swoim środowiskiej, bo my kilka zorganizowaliśmy. Tyle, że na sali koncertowej, bo tam jest naturalne miejsce koncertów... Jestem przekonany, że niewiele środowisk w Polsce jest tak otwarte na badanie nowych i nieznanych rejonów działania i form użytecznych w skautingu.
Slacking, freerun, break-dance, hip-hop czy dirt street to tylko niektóre z form pracy naszego szczepu. Wię proszę zrewiduj swój pogląd na to co jest nowoczesne a co przestarzałe oraz co jest pracą Metodą Harcerską a co jest jej wykoślawianiem.

Ps. 1

Marku, proszę nie bierz tego do siebie osobiście. Moja wypowiedź odnosi się raczej do ogólnej sytuacji w ZHP niż do konkretnych ludzi czy środowisk.
hm. Janusz Sikorski HR
Redaktor Naczelny czasopisma "Harcerz Rzeczypospolitej"
lesni.pl hr.bci.pl
Przewodniczący ŚKPW

a.wodzynska
Użytkownik
Posty: 81
Rejestracja: 22 lut 2003, 19:44
Lokalizacja: XXIX ŁDW
Hufiec:
Chorągiew:

Post autor: a.wodzynska » 30 sie 2009, 10:41

W podsumowaniu Zlotu sama napisałam, że nie umiem znaleźć odpowiedzi na pytanie, czy cele Zlotu zostały słusznie postawione.

Dyskusja, czy Zlot był harcerski czy nieharcerski zdaje się jednak być o tyle bezcelowa, że każdy, jak tu jesteśmy, będzie przekonywał do swojej racji, bo dla każdego ta "harcerskość" harcerstwa wygląda inaczej. Cele Zlotu były znane od grudnia, komu się nie podobały, bo się z nimi nie zgadzał, mógł nie jechać.

Dobór programu wyniknął z wielu rozmów, które przeprowadziłam z drużynowymi w różnym wieku i z różnych środowisk oraz z instrukotrami na każdym szczeblu naszej organizacji. Okazało się, że jest potrzeba takiego Zlotu, na którym będzie można jak najbardziej wzbogacić swój warsztat pracy, ale będzie też czasem odpoczynku. I rozumiem to, że młodzi ludzie mogą już marzyć o chwili wytchnienia, kiedy patrzę na drużynowych we własnym hufcu. Warsztaty zostały dobrane tak, aby każdy był przydatny; nie było zajęć "zapchajdziur", które były dla samego bycia.

Koncepcji programowej tego Zlotu będę bronić oczywiście do ostatniej kropli krwi, bo dziwnym by było, żebym się odwracała od własnej pracy, co nie zmienia faktu, że widzę wiele elementów, które mogły być lepsze.

I tu niestety pojawia się kolejny temat, który codziennie od dnia rozpoczęcia Zlotu daje mi w twarz - "wielcy druhowie harcmistrzowie".
Myślałam do Zlotu, że to bujda, że wspomniani nie istnieją, albo są nieliczni. I jakież było moje zdziwienie, kiedy po raz pierwszy usłyszałam rozmowę hm. z HSP. Druha zrozumienie dla wychowania przez pełnioną funkcję nie istniało w ogóle, poziom pretensji w głosie przeszedł najśmielsze oczekiwania a uprzejma prośba druha służbowego została odebrana jako ujma. W mniemaniu druha instruktora, czerwień pod Krzyżem daje wszelkie uprawnienia i wyłącza spod prawa. Codziennie niestety znajdowałam na to potwierdzenie. Do tego dołączyło się zdziwienie uczestników, kiedy siadałam z nimi do zwykłych rozmów - o Zlocie, o harcerstwie, o ich drużynach, że ja, z-ca komendanta, tak po prostu chcę porozmawiać (kilka postów wyżej też się to pojawiło). I ta moja czerwona podkładka, noszona od dwóch miesięcy, najbardziej im nie pasowała.
"Wielcy druhowie harcmistrzowie" mają jeszcze jedną cechę, mianowicie mają monopol na wiedzę. Co więcej, ich wiedza może się pokazać dopiero po wydarzeniu, najczęściej w formie ostrej, negatywnej krytyki. I skrytykowali - założenia i cele, przypomnę - znane pół roku wcześniej. Co ich powstrzymało przed wysłaniem maila z propozycją rozmowy o celowości Zlotu - nie wiem. Rozmawiać za to chcieli ci, z którymi rozmów bym się nigdy nie spodziewała. Nie znali mnie osobiście, ale wiedzieli, że na ten Zlot pojadą również drużynowi z ich hufców, może więc warto by było o niego zadbać. Nie wiem, skąd się bierze w nas takie podejście "poczekamy, co zrobi a później to ocenimy". Wydawało mi się, w mojej naiwności, że duże wydarzenia programowe są naszymi wspólnymi, bo dotyczą całego Związku. I owszem, ktoś jest za nie odpowiedzialny, ktoś sam dobiera zespół współorganizatorów, ale dobra rada albo polemika są zawsze mile widziane. Inna rzecz, gdyby wszyscy się takie cele Zlotu zgadzali, a w jego trakcie okazało się, że jednak były błędne. Wtedy mamy początek fantastycznej dyskusji, która określi nam przyszły ZD. Tu jednak pojawiają się głosy, że od początku coś było nie tak. No to gdzie byli ich właściciele przez pół roku?
I to jest największa porcja wiedzy, jaką ja zdobyłam na Zlocie. Szkoda tylko, że nadal nie mogę jej przełknąć.
hm. Aleksandra Wodzyńska

ODPOWIEDZ
nowoczesne kuchnie warszawa

Wróć do „Ogólnopolski Zlot Drużynowych 2009”